Nowy roczek już o kroczek!


Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami
Nowego Roku 2014 życzę Wam przede wszystkim
hucznego wejścia w niego, spełnienia 
wszystkich swoich marzeń oraz wyznaczonych celów, 
których nie udało się spełnić w kończącym się już 2013 :)
Dodatkowo szampańskiej zabawy do samego rana, 
ostrożnego podpalania petard i innych wybuchowych 
środków oraz wyglądania jak milion dolarów
w tę Sylwestrową noc! 
Czytaj dalej

ORTODONTA: Co nowego?

/when you say you love me, know I love you more/

W dzisiejszym poście chciałam się z Wami podzielić dwoma niezapowiedzianymi wizytami u mojego ortodonty (tak, AŻ dwoma). Na dniach wrócę jeszcze do okresu świątecznego, a dokładnie do prezentów jakie otrzymałam :) Wracając do tematu! Założyłam aparat 6 grudnia i po trzech dniach odkleił mi się zamek, a dokładnie prawa rurka. Pierwsza awaria :) Umówiłam się na wizytę, została przyklejona i na szczęście nie musiałam nic płacić, czyli zaoszczędziłam całe 50 zł (które zostało wydane na drugiej niespodziewanej wizycie). Ortodonta powiedział, że jak będą z dołu odklejać się rurki to założy pierścień. Mam na szóstkach takie srebrne coś do czego nie trzyma się za bardzo klej. Kiedyś nosiłam aparat ruchomy i ortodontka wywierciła mi w szóstkach dziurki, a potem wypełniła czymś srebrnym :) Wszystko było fajnie, ale do czasu :) Strzelam, że to z mojej winy, bo używałam elektrycznej szczoteczki z końcówką, której nie powinno się używać do aparatów (stwierdziłam, że nic się przecież nie stanie!). Najpierw odkleiła mi się górna lewa rurka (jakieś pechowe są), a dodatkowo spadła mi gumka (którą chyba zjadłam) i dolny łuk mi wędrował. Musiałam go sobie przeciągać z jednej strony na drugą, bo wystawał i kaleczył mnie w policzek. Od tej pory szczoteczka stoi i czeka, aż zakupię końcówkę, którą będę mogła stosować do aparatu :) Niestety za wizytę musiałam zapłacić. Dodatkowo ortodonta powiedział, że do usunięcia będą czwórki albo czwórka, bo nie chce mi piłować wszystkich zębów i ich naruszać. Decyzja zostanie podjęta na tej prawidłowej wizycie, czyli 10 stycznia lub jeszcze na następnej. Po prostu miejsce, które miałam na wystająca trójkę wykorzystały zęby, aby zmniejszyć stłoczenie. Taki tego wszystkiego finał, ale dam rade by mieć piękny uśmiech! 

Muszę się spiąć, bo sesja coraz bliżej, a mam do dokończenia jedną prezentacje, zrobić jeszcze jedną, napisać referat oraz zrobić kurs angielskiego on-line :) Rozplanowałam sobie to mniej więcej jak i posty na styczeń (znaczy tematy jakimi się zajmę w styczniu). Będzie dobrze, jest dobrze! :) Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego weekendu, bo ja niestety swój spędzę w pracy! :)
Czytaj dalej

ŻYCZONKA!



Chciałabym Wam życzyć Wesołych Świąt, 
ciepłych, pogodnych, spędzonych z rodziną!
Bogatego Mikołaja, ujrzenia pierwszej 
gwiazdki na niebie i może cudu w postaci
obfitych opadów śniegu :)



P.S. Wracam dopiero 27 XII ze zdwojoną siłą! :)


Czytaj dalej

NIESPODZIANKA, czyli paczka od Mamy :)

/I know exactly what I want this year, Santa can you hear me?/

We wtorkowy ranek przyjechała do mnie paczka z Londynu od mojej Mamy. Znalazły się tam fajne rzeczy :) Nie zrobiłam wszystkiemu zdjęć, bo w trakcie ich padła mi bateria w aparacie. Złośliwość rzeczy martwych. Co znajdywało się w paczce? Po kawie dla mojej babci oraz kuzynki, moja ukochana herbata PG, masa słodyczy, słoiczek Nutelli, wódka, żele do mycia ciała, szampony oraz dwa sweterki dla mnie i bluza dla Narzeczonego :) Co ja będę pisać! Zobaczcie sami, co tam było :)








Powyżej widzicie zdjęcia tylko tylko, co udało mi się sfotografować przed umarciem baterii (brak słodyczy, czyli najważniejszego!). Zostawiam Was dzisiaj z takim zdjęciowym postem, a sama uciekam pracować i napisać maila do wykładowcy. Do jutra! :)

Czytaj dalej

Miesięczna kuracja paznokci oraz rzęs!

/until we're rocking around the Christmas tree, until I got you sitting next to me/

Ten post do którego robiłam wczoraj zdjęcia będzie jurto, ponieważ dzisiaj mija miesiąc moich kuracji! Robiłam zdjęcia i wyczerpały mi się baterie, więc nawet nie wiem jak wyszły (z góry przepraszam jak będą beznadziejne) i okaże się to w jutrzejszym poście :) 

Miesiąc temu dodałam dwa posty dotyczące obudowy moich rzęs oraz paznokci, o których możecie poczytać tutaj i tutaj :) Zacznijmy może od paznokci. Codziennie (do tej pory w sumie) lub, co drugi dzień smarowałam je Regenerum. Nakładałam po sporej warstwie, czekałam trochę na wsiąknięcie, a potem wmasowywałam resztę w płytkę oraz w skórki. Co zauważyłam? Na pewno się mniej rozdwajają, lecz problem do końca nie zniknął, ale mam nadzieję, że przy dalszym stosowaniu się go pozbędę :) Są ciut twardsze, ale cholernie zahaczają się po bokach, co mnie w pienia i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Miałam też robić sobie kąpiele w olejku rycynowym. Zrobiłam sobie ją raz i wydało mi się to jakoś obrzydliwe i nie robiłam już więcej :) Zastanawiam się, czy stan moich paznokci pokazuje, że mam niedobory jakiś witamin lub na coś choruję. Ciekawe :) Co z rzęsami? Wieczorem na przemian malowałam je olejkiem rycynowym oraz serum (jeden tydzień tym, następny drugim). Zauważyłam lekkie wzmocnienie ich i mniejsze wypadanie. Zobaczymy, co z nich będzie po dłuższym stosowaniu :) Za trzy miesiące będzie kolejny post na temat tej kuracji i może wtedy efekty będą zdumiewające!

Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat :) Jutro kolejny post (jestem wytrwała), więc mam nadzieję, że wchodzicie na mojego bloga z zaciekawieniem. Nie wierzę, że od czerwca dodałam już ponad pięćdziesiąt postów! :) Trzymajcie się cieplutko, bo już niedługo Święta *.*
Czytaj dalej

ĆWICZENIA: Fitness

/Ci co znaleźli miłość prawdziwą, swoje szczęście odnajdą/

To już trzeci dzień pod rząd, kiedy do Was piszę! Dotrzymuje słowa i jestem z siebie cholernie dumna, ale nie o tym dzisiaj :) W poście o swoich urodzinach (o tutaj!) wspominałam Wam, że otrzymałam karnet na fitness od Narzeczonego. Zdecydowałam się na zajęcia w Centrum Medycyny Nowa Europa znajdującej się przy al. Kościuszki 106/116 w Łodzi.  Znam to miejsce, ponieważ mam tam swojego dermatologa i również kilka razy byłam u ginekologa, więc wiem co i jak. Przedstawię Wam cennik oraz jakie zajęcia się odbywają, a następnie przedstawię swoje doświadczenia :)

CENNIK
ZAJĘCIA FITNESS:
19 zł - jednorazowe wejście na zajęcia fitness dla osób ni będących członkami Klubu Nowa Europa
15 zł - jednorazowe wejście na zajęcia dla członków Klubu Nowa Europa
55 zł - karnet imienny na 4 wejście - ważny 90 dni
95 zł - karnet imienny na 8 wejść - ważny 90 dni
110 zł - karnet imienny na 10 wejść - ważny 90 dni
100 zł - karnet imienny MAX na zaj. w godz. 9.00-14.00 - ważny 30 dni
140 zł - karnet imienny MAX na zaj. w godz. 9.00-21.00 - ważny 30 dni
SIŁOWNIA:
19 zł - jednorazowe wejście na siłownie dla osób nie będących członkami Klubu Nowa Europa
13 zł - jednorazowe wejście na zajęcia dla członków Klubu Nowa Europa
45 zł - karnet imienny na 4 wejście - ważny 90 dni
85 zł - karnet imienny na 8 wejść - ważny 90 dni
120 zł - karnet imienny MAX - ważny 30 dni
ZAJĘCIA INDYWIDUALNE:
120 zł - indywidualna nauka ćwiczeń i zachować wzmacniających mięśnie KEGLA min. 1h
100 zł - zajęcia indywidualna z instruktorem min. 1h
KARTA KLUBU NOWA EUROPA
Jednorazowy koszt KARTY KLUBU NOWA EUROPA - 50 zł (25 zł dla studentów i osób po 60 r. życia)

Przez cały tydzień (pon-sob) mamy duży wybór ćwiczeń, które są podzielone na trzy kategorię: zajęcia prozdrowotne, zajęcia kształtujące oraz zajęcia kształtujące i wytrzymałościowe jak i również kilku trenerów. Zajęcie prozdrowotne: szkoła pleców, trening mięśni dna macicy (NTM), stretching, zdrowy kręgosłup, trilo chi. Zajęcia kształtujące: body wellness, shape, step&shape, zumba, pilates. Zajęcia kształtujące i wytrzymałościowe: płaski brzuch&piłki, płaski brzuch, fat burner, tbc, body ball, power fit system. Centrum posiada dwie sale (sala barcelona oraz mała sala), wyposażone jest w szatnie z szafkami, prysznice oraz przyrządy potrzebne do ćwiczeń.

Odkąd jestem szczęśliwą posiadaczką karnetu (karnet na 10 wejść) oraz karty i  mam ochotę na ćwiczenia, ale przyznaje się, że dopiero byłam tylko raz (przed świętami mega gorący okres!). Kiedy wykorzystam ten karnet chcę kupować sobie ten za 140 zł na tyle wejść ile chcę :) Jak szaleć to szaleć! W zeszły piątek byłam na zajęciach u trenerki Ani na płaskim brzuchu. Powiem szczerze, że dla osoby, która nie ćwiczy i ma zerową kondycję to ćwiczenie przez 55 minut daje popalić. Dla mnie to był straszny wysiłek, byłam cała mokra a mięśnie to mnie paliły. Nie wspomnę już o zakwasach następnego dnia rano, które utrzymywały się przez dobre trzy dni. Najbardziej zależy mi na ćwiczeniach wytrzymałościowych i kształtujących, ale nie widzę przeszkód by chodzić na zajęcia prozdrowotne :) Sądzę, że wkręcę się na dobre dopiero od stycznia, bo zaraz jadę sobie pod Kielce i do końca roku Centrum jest nieczynne. Do kwietnia chcę mieć super sylwetkę! Chcę być szczupła jak byłam rok temu, takie moje postanowienie na Nowy Rok (może zrobię post z postanowieniami, co Wy na to?). Od stycznia, co miesiąc będę dodawać posty dotyczące fitnessu i mojego kształtowania sylwetki. Może ktoś z Was się skusi i będzie się tym tutaj ze mną dzielił (np. w komentarzach). 

Lecę teraz zrobić zdjęcia do jutrzejszego postu, zetrzeć kurze (w sumie to całe mieszkanie sprzątać) oraz poukładać rzeczy w szafie, bo wypadają po otwarciu. Zapraszam na Instagrama, bo tam się dzieje ostatnio :)
Czytaj dalej

TRĄDZIK: Co nowego?

/I'm friends with the monster that's under my bed/

Witam Was ponownie w tym tygodniu :) Dzisiaj przychodzę z nowościami dotyczącymi mojej walki z upierdliwym trądzikiem! Skusiłam się na pełnowymiarowy produkt marki Bioderma z serii Sebium, a dokładnie na krem Sebium Al oraz na nowość marki Pharmaceris, czyli oczyszczający płyn bakteriostatyczny. Przejdźmy do teorii :)

Sebium Al jest to preparat pielęgnacyjny do skóry z trądzikowymi stanami zapalnymi.
Wskazania i zalecenia:
*Skóra tłusta i mieszana ze skłonnością do trądziku.
*Jako uzupełnienie kuracji dermatologicznych lub w monoterapii w przypadku łagodnego trądziku ze zmianami zapalnymi.
Właściwości i działanie:
*Przyspiesza usuwanie zmian trądzikowych dzięki unikalnemu, wielokrotnemu działaniu.
*Hamuje rozwój odpowiedzialnych za stany zapalne P.ances dzięki zastosowaniu glukonianu cynku.
*Reguluje ilość wydzielanego łoju i niweluje efekt błyszczenia się skóry.
*Opatentowany kompleks Fluidactiv zapobiega gęstnieniu sebum i zatykania się porów.
*Ogranicza ryzyko powstawania blizn potrądzikowych.
*Złuszcza i wygładza naskórek, poprawia wygląd skóry.
*Ma lekką, nietłustą konsystencję.
Zalecane jest stosowanie go 1 lub 2 razy dziennie po dokładnym oczyszczeniu całej twarzy (stosuję go tylko wieczorem) i można go stosować jako baza pod makijaż, lecz ja pod makijaż używam czegoś innego. W opakowaniu mamy 30 ml za około 56 zł, czyli całkiem sporo. Za tym kremem trochę schodziłam, a okazało się, że mam go pod nosem w Cosmedica Apteka

Oczyszczający płyn bakteriostatyczny Pharmaceris pochodzi z serii T, czyli trądzik. Całkowicie eliminuje i hamuje namnażanie bakterii oraz posiada 2% kwasu migdałowego.
Wskazania:
Preparat przeznaczony do przemywania skóry trądzikowej z umiarkowanymi i intensywnymi zmianami zapalnymi z tendencją do błyszczenia, powstawania blizn i przebarwień potrądzikowych. Dedykowany do obszarów skóry najczęściej narażonych na występowanie trądzika, również profilaktycznie.
Działanie:
Specjalistyczny płyn odznacza się silnym działaniem bakteriostatycznym hamując całkowicie rozwój bakterii i proces powstawania zmian trądzikowych. Głęboko oczyszcza skórę i działa regulujący na wydzielanie sebum zapobiegając namnażając się bakterii i powstawaniu nowych niedoskonałości. Kwas migdałowy złuszcza martwe komórki naskórka umożliwiając fizjologiczne odblokowanie porów. Usuwa nadmierne zgrubienia wygładzając skórę. Stymuluje skórę do regeneracji i odnowy. Ekstrakt z cytryny i Fruit-peel  działają rozjaśniająco na przebarwienia wyrównując koloryt skóry. Preparat nie powoduje przesuszenia skóry, idealnie przygotowując skórą do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Używam tego produktu do przemywania skóry na plecach. W butelce znajduje się 190 ml produktu za około 35 zł.

Trochę więcej o ich działaniu będę mogła powiedzieć Wam za miesiąc, a dzisiaj jest tylko taki post teoretyczny o tym, co doszło do mojej kuracji. Do usłyszenia jutro, a teraz lecę do Tesco kupić kilka rzeczny. Potem spacer z psem, powieszenie prania, szukanie informacji do referatu i czekanie na Narzeczonego. Na jutro planuje dalsze sprzątanie mieszkania oraz pakowanie prezentów, nie mogę się doczekać! A już w niedzielę jedziemy do Końskich. Życzę Wam udanego wieczoru, odpoczywajcie! :) 
Czytaj dalej

SHINYBOX: Grudzień

/shining bright like a diamond like a diamond/


Może nie będę zbyt oryginalna, ale bardzo chcę się Wam pochwalić moim pierwszym pudełkiem ShinyBox! Pewnie już masa blogerek dodała posty dotyczące grudniowych pudełek :) Dlaczego zdecydowałam się na zamówienie? Od dłuższego czasu przeglądam strony Shiny oraz Glossy, czytałam oferty, patrzyłam na poprzednie pudełka i stwierdziłam, że większość tych kosmetyków jest trafionych w moje gusta i by się przydały, tak po prostu.  Z tych dwóch firm zawsze ShinyBox było według mnie lepsze i dlatego się zdecydowałam na zamówienie pojedynczego pudełka. Postanowiłam w końcu sobie zamówić :) 


Powyżej możecie zobaczyć zawartość pudełka, z którego jestem bardzo zadowolona. Tylko jeden produkt nie był pełnowymiarowy :) Z Organique dostałam peeling enzymatyczny, który na dniach zamierzam wypróbować i nie mogę się doczekać, gdyż jest to pierwszy mój produkt tej firmy! Krem do rąk używam i bardzo przypadł mi do gustu, a poza tym jestem uzależniona od kremów! Spray termoochronny już miał swój debiut, a w połączeniu z jedwabiem wypada idealnie, bo włosy są mega miękkie. Bibułki matujące w końcu trafiły do mojej kosmetyczki, bo jakoś nie mogłam się wcześniej zebrać do ich zakupu. Jedynie nie pasuje mi za bardzo błyszczyk, gdyż nie używam takich kleistych mazideł do ust :) Dodatkowo w pudełku znalazło się kilka próbek oraz dwa kupony zniżkowe do sklepów internetowych. 



Nie ukrywam, że ten post miał być w sobotę, ale internet w pracy nie działał, niestety. Teraz posty będą ukazywać się na blogu codziennie, aż do soboty! Trochę Was rozpieszczę :) Dzisiaj z Narzeczonym dokupiliśmy resztę prezentów oraz coś dla siebie, ale wszystko zobaczycie w poście dotyczącym zakupów grudniowych. I to tyle na dzisiaj, bo zaraz wybieram się do babci, więc życzę Wam udanego dnia i przesyłam buziaczki! 
Czytaj dalej

URODZINKI!

/ty masz dwadzieścia lat, ja mam dwadzieścia lat przed nami siódme niebo/

Jestem już po urodzinach na które czekam cały rok z niecierpliwością. Na świat przyszłam dokładnie dwadzieścia lat temu w Mikołajki, czyli 6 grudnia. Dużo ludzi twierdzi, że to super, bo dwa prezenty dostaję, ale tak nie było i nie jest, a pewne też nie będzie :) Jestem jedną z tych wielu ludzi, którzy urodzili się tego fajnego dnia. Chociaż to trochę do kitu, że tak długo się na nie czeka, kiedy wszyscy są już po i dawno zapomnieli, że je świętowali. Nie wiedziałam, co tego dnia będę robić. Nie wiedziałam również, co zaplanował Narzeczony. Zaś wiedziałam jedno: jadę do ortodonty założyć aparat. Rano dostałam informacje, że mogę sobie wybrać, co chcę dostać na prezent. Wybrałam karnet na fitness (o tym trochę będzie w weekend), więc chudnięcie i ujędrnianie pójdzie pełną parą. Cały dzień wiało i padał śnieg z czego się ciesze, bo bardzo chciałam mieć białe urodziny (chociaż tylko skoro Święta mają być na plusie i bez śniegu). Jedną rzeczą, którą musieliśmy zrobić na pewno to zakup zimowych butów dla Narzeczonego. Trochę się pokręciliśmy, chociaż i tak wrócił po te, które pokazałam mu za pierwszym razem. Wiedziałam, że je kupimy i serio nie wiem po, co tyle chodziliśmy za nimi :) Po zakupach pojechaliśmy na jedzonko, czyli to co lubimy najbardziej. Krzysztof zaprosił mnie do restauracji, do której chciał iść bardzo dawno temu, lecz nie było nigdy po drodze. Restauracja El Toro serwuje jedzenie hiszpańskie. Zdecydowaliśmy się na grillowany filet z kurczaka zapiekany z suszonymi pomidorami i kozim serem, a do tego było trochę cukinii (albo bakłażana) oraz papryczki również grillowana z przyprawami i pieczone ziemniaczki. Mówię Wam, place lizać! Spędziliśmy tam trochę czasu, a potem do domu. W ciągu całego dnia byłam w domu może pół godziny. Ortodonta, a potem u mojej kuzynki małe świętowanie. Najważniejsze w trakcie urodzin nie są dla mnie prezenty, lecz pamięć i życzenia najbliższych mi osób, bo to one najbardziej mnie cieszą. Dostałam dużo życzeń telefonicznych, smsowych oraz tych wirtualnych (np. Facebook lub Twitter). Nawet zadzwonił do mnie mój pierwszy chłopak. Wyobrażacie sobie, że on po tylu latach nadal pamięta! Przerażające trochę! Uważam, że ten dzień był bardzo mile spędzony, ale za rok (będzie oczko) zamierzam trochę poszaleć. Może gdzieś pojechać na urodziny z Narzeczony. Praga, Paryż, Wenecja.... Marzenia, ale marzyć trzeba by w tym świecie nie zwariować :)

Odliczam dni do Świąt, bo coraz bliżej. Muszę kupić prezent Narzeczonemu jeszcze, ale ciągle zastanawiam się kiedy, bo już wiem, co :) Życzę Wam dzisiaj udanego dnia oraz opadów śniegu *.* 
Instagram oraz Twitter nadal aktywne! 
Czytaj dalej

STUDIA

/so sing me to sleep tonight and don't bring me back to life/

Miniony weekend był jednym z tych, który powinnam spędzić na uczelni. Powinnam, to bardzo dobre słowo, wręcz odpowiednie, idealne. Jak wiecie (albo i nie wiecie) w Mikołajkowy piątek miałam ortodontę oraz urodzinki (o tym troszkę jutro). Obchodziłam już dwudziestkę, koniec z -naście. Smutek, żal i wielkie krokodyle łzy. W planach miałam powrót po ortodoncie do domu, lecz Narzeczony pojechał do mojej kuzynki, a potem ja dojechałam. Powiem krótko: uczciłam je (chyba za bardzo). Nie będę się rozwodzić nad tym, co piłam i ile piłam oraz, czy dobrze czy źle, że pije alkohol. Ten trunek jest dla ludzi, a ja czasem lubię się napić. Zresetować. Nieważne, nie o tym! W sobotę rano słyszałam budzik, lecz go zignorowałam (kto by szedł na kacu na zajęcia w dodatku na ósmą rano? no na pewno nie ja!). Obudziłam się jakoś chyba około dziesiątej i byłam totalnie nie do życia, więc sobotnie zajęcia sobie odpuściłam. Pomijam fakt, że na ćwiczeniach z zarządzania kryzysowego nie byłam cztery razy, więc się okaże przy zaliczeniu czy będzie z tego problem. Koleś który je prowadzi jest tak nudy i usypia, a w dodatku ćwiczenia są o ósmej rano. W niedzielę poszłam na jeden wykład (mam trzy wykłady), bo reszta nuda i takie falki z olejem. Dowiedziałam się, że musimy zrobić prezentację (kolejną z resztą),  która będzie zaliczeniem (mniej do nauki w czasie sesji). Jeszcze mam do zrobienia na za dwa tygodnie prezentacje (była dla chętnych, jestem głupia) oraz referat (jedną stronę A4 piszę od początku listopada, jestem mistrzem), więc muszę się sprężyć, bo czas ucieknie mi przez place i obudzę się z przysłowiową ręką w nocniku. Wracając do soboty to cały dzień przeleżałam, czułam się jak kapeć albo placek. W niedzielę po powrocie piekłam ciastka, które średnio mi wyszły oraz robiłam obiad, a potem się leniłam. A nie, sorki! Oglądałam ostatnią cześć sagi Zmierzch, znaczy tą drugą tej ostatniej, bo jej nie widziałam. Może być, bez szału, dupy nie urywa. 

Jak tam aparacik na dole? Obciera, wkurza mnie ta sprężynka. Rano odkleił mi się ostatni zamek (tzw. rurka) i dopiero zostanie przyklejona w piątek, bo wtedy jest ortodonta w przychodzi. Suuuper! Widzę małe postępy, ale chcę większe :) Do środy jestem w pracy, potem dwa dni wolnego i weekend znowu w pracy, ale się cieszę. Chciałam Wam powiedzieć, że zamówiłam swoje pierwsze pudełeczko ShinyBox, więc się nim pochwalę jak dojdzie (od środy wysyłka). Pod koniec pracy muszę wskoczyć do Super - Pharm kupić podkład, a waham się między Revlon Colorstay a Bourjois Healthy Mix, a obydwa są w promocji do środy. Trzymajcie się cieplutko, robaczki :)
Czytaj dalej

ORTODONTA: Co nowego?

/we say goodbye in the pouring rain/


W piątek byłam u ortodonty na założenie dolnego aparatu i przy okazji zmieniłam sobie gumki na zielone (tak świątecznie). Co się zadziało u góry? Zęby z lewej strony się przesuwają, co sama zauważyłam! Jak powiedział ortodonta "dzieje się, dzieje". Niestety również mnie zasmucił! Otóż na 80% będę musiała usnąć jedną albo dwie czwórki, bo jak nie usunę czwórki z prawej strony to ta trójka mi nie zejdzie. Powiedział, że jakby ta czwórka już była usunięta to trójka byłaby na swoim miejscu. W sumie to stwierdziłam, że możemy wyrywać, bo już mi to bez różnicy. Na dół przykleił mi zamki na trójki, piątki oraz szóstki (czwórek nie mam) i założył mi taki dziwny łuk! Do trójek mam taką sprężynkę, bo trzeba je dalej przesunąć na te dziurki po zębach. Tak mnie to wkurza i ociera, że sobie nie radzę! Przyklejam wosk to on za chwilę się przesuwa, a od wczorajszego wieczora opatulam to folią spożywczą. Nie pytajcie :) Cholernie bolą mnie zęby na dole (trójki najbardziej) oraz trochę góra, co jest dziwne, bo tylko zmieniłam gumeczki. Mam pokaleczoną paszczę od wewnątrz, ale dla piękności trzeba cierpieć! Przyzwyczaję się, kiedyś. Następną wizytę mam 10 stycznia 2014 :) Tak prezentuje się ta cała sprężynka. Narzeczony stwierdził, że powkładał mi jakieś druty :) Idę wziąć tabletkę przeciwbólową i zmykam na zajęcia, a poza zajęciach przychodzi przyjaciółka!

Czytaj dalej

INSTA MIX #6

/jesteś sam gdy zapada zmrok, będziesz sam gdy Twe życie przeminie/ 

Listopad należał to tych miesięcy, który nie był zbyt chętny do fotografowania :) Chociaż był to raj dla tzw. selfików :) Większość miesiąca spędziłam na leniuchowaniu w każdy wolny dzień od pracy. Była też praca, studia a nawet miałam czas na wyjście ze znajomymi! Odwiedziłam kuzynkę, pochodziłam w kaloszkach... I tyle, nic nadzwyczajnego się nie działo, niestety! 





***
Wiem, że ten post miał się ukazać wczoraj, lecz wczoraj byłam wyrwać dwie czwórki. Po powrocie do domu miałam pół twarzy zdrętwiałej, bo działało znieczulenie i do wieczora byłam nie do życia. Zdecydowanie nie byłam w stanie siedzieć przy komputerze, więc postanowiłam sobie poleżeć i odpocząć. Najgorsze było to, że najpierw musiałam jechać do Zgierza po nowe skierowanie. Stałam na przystanku ponad dwadzieścia minut i czekałam na tramwaj ( przy okazji zmarzłam), którym jechałam z jakieś pół godziny tylko po to aby wejść do przychodni na całe pięć minut! Żeby dostać się z powrotem do Łodzi czekałam na autobus ponad dwadzieścia minut i również zmarzłam. Stomatolog, poczekalnia, znieczulenie i za chwilę rwanie. Za wyrwanie dwóch zębów zapłaciłam 250 zł, czyli o 50 zł mniej niż ostatnio, jedyny plus tego całego przedsięwzięcia :) Bez dwóch dolnych zębów czuje się dziwnie, bolą mnie miejsca po ukłuciu ze znieczuleniem. Chciałabym, aby to głupie uczucie już przeszło! W piątek mam wizytę, ale wczoraj w recepcji poprosiłam o przełożenie jej na za tydzień, ale wszystkiego dowiem się dzisiaj. Nie wiadomo, czy jeden z pacjentów z przyszłego piątku zgodzi się na przełożenie wizyty na ten. Czekam na telefon, który ma być pod wieczór. W sumie to już chciałbym założyć ten aparat, mieć ten ból z głowy i czekać na efekty, lecz nie można mieć wszystkiego od razu! 
Czytaj dalej

Zakupy: LISTOPAD

/I could drag you from the ocean, I could pull you from the fire/

Jak tytuł wskazuje dzisiaj będzie o zakupach w listopadzie, których było bardzo malutko :) Przede wszystkim chce przeprosić za małe opóźnienie z tym postem, ale praca i kilka rzeczy do zrobienia spowodowały brak czasu na dorobienie zdjęć, ale już nadrabiam. W listopadzie musiałam dołożyć pieniądze do aparatu na dolną szczękę, więc coś za coś :) Kupiłam jedynie cztery rzeczy i wydałam na nie niecałe sto pięćdziesiąt złoty.  Mam nadzieję, że w grudniu oraz po Nowym Roku odbije sobie to oszczędzanie i trochę poszaleje, a nie ukrywam, że przytuliłabym kilka nowych rzeczy do mojej szafy :) Dobrze, starczy. Co zakupiłam? Dwie rzeczy kosmetyczne oraz dwie rzeczy do mojej szafy.

Po pierwsze! Postanowiłam kupić sobie eyeliner w pisaku, bo moim marzeniem jest nauczenie się idealnej kreski. Takiej pięknej, czarnej! Niestety mam dwie lewe ręce, więc eyeliner w pędzelku pomaszerował do mojej kuzynki i ona go tam zużyje, nic się nie zmarnuje :) Produkt jest marki L'Oreal zwany Super Liner Perfect Silm za który zapłaciłam 26,39 gr (cena -20%),  normalnie kosztuje ok. 32 zł ;) Będzie recenzja! 
Skończyła mi się moja prawa ręka, czyli płyn micelarny z Biodermy. Zdecydowałam się na zakup większej butli, bo wyjdzie mi to taniej niż kupno dwóch mniejszych, chociaż i tak jest to całkiem drogi produkt, a dodatkowo była promocja w Super-Pharm. Jak tu się nie skusić? W grudniu planuje zakup dwóch produktów do walczenia z moim trądzikiem, więc będzie upgrade postów dotyczących leczenia, a jeden z kosmetyków będzie właśnie z Biodermy, ale wszystkiego dowiecie się na dniach :) Do mojej szafy dołączyły dwie spódniczki. Ogólnie chciałabym, aby moja szafa zmieniła się na bardziej kobiecą, elegancką z klasą :) Troszkę rzeczy muszę do niej dokupić i przede wszystkim chyba zrobić listę takich rzeczy, które nigdy nie wyjdą z mody. Wracając do zakupu! W sumie odkupiłam dwie spódniczki od znajomej za 60 zł, czyli tyle co nic. Obydwie pochodzą ze sklepu Zara. Różowa cudownie leży, ma trochę śladów użytkowania i jest z grubszego materiału, więc na jesień/zima w sam raz z grubymi czarnymi rajstopami. Natomiast miętowa jest jeszcze z metką (kosztowała 199 zł, a na promocji 79 zł), ale muszę się zwęzić. Niby jest to rozmiar S, ale lekko jest za luźna na biodrach, ale od czego mamy krawców? Pewnie zadebiutuje bliżej wiosny w połączeniu z jakimś białym podkoszulkiem czy koszulą, się okaże :)























Czytaj dalej

RECENZJA: Lirene regenerująco - nawilżający krem odżywczy

/since the day I left you, I hear your voice in every sound/

Czas na kolejną recenzję w tym tygodniu, w sumie ostatnią w tym miesiącu :) Nie było ich dużo w przeciwieństwie do poprzedniego miesiąca. Dzisiaj na tapecie mamy produkt marki Lirene i jest to pierwszy mój produkt z tej firmy. Któregoś dnia spojrzałam w lustro i zobaczyłam kilka przesuszonych pól na mojej twarzy, które były skutkiem antybiotyku na trądzik. Udałam się do Rossmanna w poszukiwaniu jakiegoś nawilżającego kremu, który będzie lekki, bo na moją oliwkową Ziaję jest zadecydowanie za wcześnie (znaczy wtedy było, bo teraz kiedy robi się coraz zimniej mogę jej śmiało używać i dokończyć wielkie pudełeczko). Nie ukrywam, że spędziłam trochę czasu zanim zdecydowałam się na jakiś, bo za dużo ich do wyboru. 

Zależało mi na produkcie bez parabenów i ten taki jest, czyli plus pierwszy :) Niestety muszę posiłkować się informacjami z Internetu, bo opakowanie dawno wyrzuciłam i ciężko przybliżyć mi to, co napisał na nim producent. Z tego, co kojarzę to była to nowość i jest przeznaczony dla osób 20+ (ja dwadzieścia skończę za osiem dni, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby go używać.). Wracając do tematu! Na stronie Lirene są informacja, które znajdują się również na pudełku.

Czy ten kosmetyk jest  dla Ciebie?
Regenerująco-nawilżający krem odżywczy na dzień i na noc jest odpowiedni dla skóry suchej w każdym wieku.
Dokucza Ci uczucie ściągnięcia? Twoja cera jest szorstka, chropowata i szybko się starzeje? Regenerująco-nawilżający krem odżywczy na dzień i na noc stymuluje proces odnowy oraz zabezpiecza zapas wilgoci, chroniąc przed przesuszeniem. Składniki aktywne kremu mają na celu niwelowanie 7 przyczyn i objawów skóry i jednocześnie skutecznie odżywiają i hamują procesy starzenia, przywracając skórze miękkość i młody wygląd.

Innowacyjne składniki:
  • Naprawczy peptyd, emolienty i ceramidy - regenerują skórę, chronią przed utratą wody, zwiększają elastyczność i sprężystość
  • Aktywna Witamina E - hamuje procesy starzenia; wzmacnia naskórek; chroni przed zniszczeniem i przesuszeniem naturalnej warstwy ochronnej
  • Wyciąg z trawy azjatyckiej - intensywnie nawadnia
  • Gliceryna - długotrwale nawilża; uelastycznia i zmiękcza
  • Wosk pszczeli - ułatwia aplikację, tworzy ochronny film
  • Lanolina - stymuluje proces gojenia, redukuje zaczerwienienia, wysuszenia i łuszczenia się skóry

Zachwalające efekty:
  • Odżywia i regeneruje
  • Intensywnie i długotrwale nawilża
  • Poprawia jędrność i elastyczność
  • Likwiduje napięcie
  • Nadaje skórze miękkości
  • Zmniejsza uczucie spierzchnięcia i pieczenia
  • Powstrzymuje proces łuszczenia się skóry
  • Redukuje zaczerwienienia 
  • Wzmacnia naturalną barierę ochronną
Co ja o nim sądzę? Używam tego kremu od ponad miesiąca i jestem zadowolona. Przecudownie pachnie! Jest tłusty, ale nie za tłusty i szybko się wchłania oraz jest dobry pod makijaż :) Stosuję go jedynie rano, bo na noc używam totalnie innych produktów, które mają działanie anty-trądzikowe. Gdy zaczęłam go używać to moja skóra się łuszczyła (po trochu wszędzie) oraz była zaczerwieniona, a teraz ten efekt zniknął. Jego zużycie jest niewielkie, więc widać jego wydajność po miesięcznym stosowaniu. Myślę, że jak go wykorzystam to zdecyduje się na inny krem, bo nawet jeden mam na oku. Mogę go polecić osobą, które mają małe problemy z cerą, bo na pewno zadziała. Nie wiem, czy uelastycznił i poprawił jędrność, bo ja tego nie zauważyłam. Zdecydowanie potrzebuje produktu, który pozbędzie się efektu "szarej twarzy", bo bez makijażu wyglądam jak jakiś palacz zszarzałą cerą, a palaczem nie jestem! 
Czytaj dalej

RECENZJA: Regenerujący krem do stóp

/no love, no light, no end in sight and I'm looking for miracle/

Dzisiaj przybliżę Wam sylwetkę regenerującego kremu do stóp o pięknym lawendowym zapachu marki Evree. Moje stopy są bardzo, ale to bardzo wymagające (w grudniu będzie post o pielęgnacji stóp) i zdecydowanie wyglądają lepiej niż np. rok temu :)

Zacznijmy od kwestii wizualnej. Opakowanie zdecydowanie na plus. Tubka jak to przy kremach, produktu wyciska się w sam raz i ładny kolor :) Na odwrocie znajdziemy dużo informacji od producenta, które pozwolę sobie przybliżyć.
Od producenta:
Regenerujący krem do stóp do bardzo suchej i szorstkiej.
Rezultat: Zaraz po zastosowaniu skóra będzie intensywnie nawilżona, bardzie elastyczna i aksamitna w dotyku. Po regularnym kilkudniowym stosowaniu pozbędzie się uczucia spierzchniętej i szorstkiej skóry.
Formuła kremu: Składniki aktywne alantoina, d-pantenol i proteiny jedwabiu błyskawicznie wygładzają i regenerują skórę. Dzięki zawartości wosku pszczelego i urea stopy są niezwykle nawilżone i miękkie. Zawarty w kremie naturalny lawendowy olejek eteryczny ma działanie bakteriobójcze, grzybobójcze, łagodzi podrażnienia oraz działa odświeżająco.
Sposób użycia: Stosować codziennie delikatnie wmasowując krem w umyte i osuszone stopy. Regularne stosowanie kremu zmniejsza skłonność do rogowacenia i pękania pięt oraz twardnienia skóry stóp.

Co ja na to? Używam tego kremu od jakiegoś miesiąca i jestem z niego zadowolona. Zaraz po użyciu moje stopy są takie jak pisze producent, a dodatkowo pięknie pachną! Jeszcze muszę dodać, że wcale uczucie szorstkiej i spierzchniętej skóry po kilkudniowym stosowaniu nie znika. Nie do końca mogę się zgodzić z efektem przy regularnym stosowaniu. Może troszkę się zmniejszyło to twardnienie skóry i rogowacenie, ale minimalnie. Nie zostało mi go jeszcze dużo i wiem, że kupię sobie z powrotem Scholla, bo to jego produkty doprowadziły moje stopy do używalności i poradziły sobie z problemem pękających pięt. Czy jestem zadowolona z tego produktu? Po części, bo jednak nie spełnia do końca moich oczekiwać albo mam za duże wymagania :) 
Czytaj dalej

STUDIA

/bo mi brakuje ciepła Twych rozchylonych warg/

Zanim przejdę do sedna dzisiejszego posta pragnę Wam przekazać, że jestem mega szczęśliwa z dzisiejszego małego opadu śniegu! Po prostu nie mogę się doczekać, aż zacznie sypać i wszędzie będzie biało! Chociaż wiem, że może temu towarzyszyć mróz oraz opóźnienia autobusów czy tramwajów :) Również czekam na Święta, odliczam do nich dni! 

Weekend, który minął był moim weekendem zjazdowym :) W sobotę miałam same wykład od 11:30 do 18:30, ponieważ odwołali nam jedne zajęcia i przełożyli na szósty zjazd i dzięki temu byłam w domu wcześniej. Niestety cały wieczór spędziłam sama, ponieważ Narzeczony pojechał do Warszawy na mecz. Plusem wieczornej samotności było to, że dokończyłam i dopracowałam prezentację na niedzielę oraz nadrobiłam zaległości w oglądaniu vlogów :) Pomimo tego, że wróciłam do domu wcześniej to położyłam się dużo później niż zwykle, a przez to ciężko wstawało się w następnego dnia. Niedzielne zajęcia zaczęłam o godzinie 8 i odkąd zaczął mi się semestr był to mój pierwszy raz, kiedy poszłam na pierwsze ranne ćwiczenia :) Rano było zimno i trochę mgliście, ale jakoś dałam rade. Pisałam kilka zdań wcześniej o prezentacji, która miała być przedstawiona, ale nie została, ponieważ koleżanka nie miała z kim zostawić dziecka i nie przyszła. Nieważne! Wyśle się wykładowcy na maila i potem się będzie kombinować, bo były to nasze ostatnie zajęcia w semestrze i dopiero widzimy się w sesji. Również miałam jedno zaliczenie z ćwiczeń, bo też były to nasze ostatnie zajęcie. Powiem szczerze, że takie zaliczenia to ja mogę mieć ze wszystkich przedmiotów. Wykładowca kazał wyjąć kartki a na nich napisać: imię i nazwisko, numer indeksu, ocenę za aktywność, ocenę za obecność, ocenę jaka ma być w indeksie, a potem wyliczył z tego średnią. Wyszło, że dostałam 4,5 :) Po zajęciach wróciłam do domu, gdzie czekał na mnie obiadek oraz Narzeczony. Wieczorem zaś udaliśmy się z moją kuzynką i jej narzeczonym do kina na "Last Vegas". Z całego serca polecam Wam ten film, bo dawno się tak nie uśmiałam! Powrót do domu, szybka kąpiel i oglądanie "Warsaw Shore". Wiem, że to bardzo głupi program rozrywkowy, ale ja bardzo lubię takie programy, a pośmiać się zawsze można. Również położyłam się wczoraj późno, a dziś ledwo zwlekłam się z łóżka!

Mój weekend był trochę aktywny, ale lubię chodzić na zajęcia i spotykać się ze znajomymi :) Ponieważ dawno Was nie zapraszałam na mojego Instagrama oraz Twittera to trzeba nadrobić, a jutro nowy post. Przesyłam Wam buziaczki i ubierajcie się cieplej już, a ja idę oglądać nowy odcinek Glee! 
Czytaj dalej

ORTODONTA: Uzupełnienie

/my, Słowianki wiemy jak użyć mowy ciała, wiemy jak poruszać tym, co mama w genach dała/

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat :) Przy pisaniu Wam o założeniu aparatu na górne ząbki nie dodałam żadnych zdjęć, więc dzisiaj to nadrobię. Lepiej późno niż wcale! Wydaje mi się, że z lewej strony zęby się trochę przesunęły, ale nie wiem, czy to możliwe w takim krótkim czasie :) Poniżej przedstawiam Wam moje zęby z bliska oraz mój przepiękny łuk :)






Teraz spadam pisać referat i znaleźć jedną rzecz do prezentacji, a za cholerę nie mogę! Potem może zacznę oglądać perypetie młodej Carrie Bradshaw *.* Odezwę się do Was przyszłym tygodniu, bo jutro mam zajęcia i w środę oraz w piątek idę wyrwać zęby :) 

Czytaj dalej

RZĘSY: Olejek rycynowy oraz serum L'Biotica

/I found the one he changed my life/

Dzisiaj przychodzę do Was z problemem dotyczących moich rzęs. Kiedyś pisałam Wam o tym jakie są beznadziejne przy recenzji tuszu do rzęs (o tutaj!). Nie wiem jak mam je wydłużyć i podkręcić. Wiem, że są te super mega drogie odżywki do rzęs, ale w większości w nich są sterydy, a mnie się nie uśmiecha używać takich produktów :)

Zdecydowałam się na coś tańszego :) Wieczorem po zmyciu makijażu i "uprzątnięciu" swojej twarzy zamierzam nakładać na rzęsy olejek rycynowy. Pisałam Wam o jego zastosowaniach i po raz drugi już odsyłam do tego postu tutaj. Oglądałam oraz czytałam dużo opinii dziewczyn, które stosowały taką kurację i był bardzo zadowolone. Rzęsy przede wszystkim odżyły, a moim to się przyda przy codziennym stosowaniu zalotki, która je osłabia. Po wykorzystaniu mojego starego tuszu zostawiłam sobie od niego szczoteczkę. Wymoczyłam w kubku z ciepłą wodą, gdzie potem na dnie znalazłam masę moich rzęs, które gubiłam podczas tuszowania. Nawet nie wiedziałam, że podczas używania tuszu tyle ich gubimy, czyli przez ok. dwa lub trzy miesiące. Ogólnie pochodzi od jednego z lepszych tuszy, które używałam i należy do jednych z lepszych szczoteczek, zdecydowanie moja ulubiona :) 
Jakiś czas temu kupiłam sobie w Super-Pharm (nic nowego :)) aktywne serum do rzęs marki L'Biotica. Za 7 ml zapłacimy ok. 14 zł, czyli niezbyt wiele, a ja swoje kupiłam na przecenie za ok.10 zł :) 
Czego dowiemy się do producenta?
Aktywne serum do rzęs oraz brwi do naturalnego wzrostu, hamuje wypadanie rzęs, odżywia i nadaje im naturalny połysk, zawiera innowacyjny kompleks ActiveLash. 

Aktywne serum do rzęs z innowacyjnym kompleksem ActiveLash stymuluje naturalny wzrost rzęs, zapobiegając ich wypadaniu. 
Silnie regeneruje rzęsy i brwi, przywracając im zdrowy wygląd. 
Kreatyna uzupełnia niedobór składników budulcowych rzęs oraz zwiększa ich sprężystość i elastyczność.
L - Arginina (aminokwas) aktywuje wzrost rzęs, wydłuża fazę ich wzrostu.
Prowitamina B5 zapewnia rzęsom i brwiom większą wytrzymałość, nadaje im piękny, naturalny połysk.
Nie zawiera konserwantów. 
Ogólnie znajdziemy o nim wiele dobrych opinie, ale ja ich nie znałam przed zakupem, czyli brałam w ciemno :) Można go stosować rano pod tusz, czyli jako taką bazę lub na noc. Jak pisałam na samym początku postu na noc zamierzam używać olejku rycynowego, więc rano pod tusz będę używać serum. Jeszcze nie zaczęłam kuracji, więc po prostu jutro zrobię zdjęcia moich rzęs "przed" i "po" i zobaczymy, czy moje zabiegi miały jakiś sens :) Powiem szczerze, że mam nadzieję na jakieś efekty, może nie super spektakularne ale jakieś. Zobaczymy, jeśli to nie pomoże to albo skuszę się na jakąś droższą odżywkę, lecz zanim ją kupię przeszukam wszystkie drogerie i Internet by znaleźć jakąś bez sterydów. Zostaje mi jeszcze doklejanie, przedłużanie metodą 1:1 lub cholera wie co! :)

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia szczoteczek. Obydwie są sylikonowe, miłe w dotyku o ładnym kolorze :) Wizualnie też muszę się podobać, a co! 

Ogólnie powinnam ogarniać prezentacje, aby jutro ze znajomą tylko ją do pracować i zamknąć ten temat, a zamiast tego piszę do Was (chociaż to bardzo dobrze) i oglądam jakieś vlogi na YouTube :) Przyznaję się, że ostatnio zaniedbałam ćwiczenia. Czas sobie zrobić jakieś badania kontrolne, bo ciągle bym spała. Chodzę taka przybita, a może mam niedobór jakiś witamin, a o tym nie wiem. Jutro muszę zadzwonić do stomatologa i umówić się na przeklęte wyrywanie dwóch zębów, bo 6 grudnia stanę się stuprocentową aparatką. Can't wait! *.* 

Co planuje jeszcze w listopadzie na blogu? Na pewno pojawi się kilka recenzji do których mam już przygotowane zdjęcia, post po weekendzie na studiach, jeden jeszcze dotyczących moich zębów oraz post po wyrywaniu :)) A, zapomniałabym! Oczywiście post o zakupach, których miało być bardzo dużo, a było mało :) Możliwe, że coś wpadnie jeszcze, a teraz się z Wami żegnam i przesyłam ogrom buziaczków! 
Czytaj dalej

PAZNOKCIE: Olejek rycynowy oraz Regenerum

/zamykam oczy znów i na raz skaczę w dół/

Dzisiejszy post jest jednym z tych dwóch, o których pisałam wczoraj. Masło maślane :)
Moje paznokcie na ogół są chwalone, że są długie i ładne. Raz nawet jak byłam na rozmowie kwalifikacyjnej to pani, która ją prowadziła bardzo się nimi zachwyciła (nie czuje kiedy rymuje). Niestety ostatnio się z nimi źle dzieje, a mnie jest bardzo smutno z tego powodu. Rosną długie, ale nie są tak twarde jak były. Rozdwajają się, łamią, zahaczają po bokach. Nie wyglądają zbyt atrakcyjnie a z krótkimi czuje się okropnie. Dlatego postanowiłam wziąć w sprawy w swoje ręce i przestać gadać :) Olejek oraz Regenerum do paznokci kupiłam jakiś czas temu (używałam trochę, a potem mi się odechciało). Jeszcze zastanawiam się nad kupieniem Skrzypowity, aby do wewnątrz też się regenerować :). 

Regenerum, czyli regeneracyjne serum do paznokci. Można je kupić w aptekach lub w Super-Pahrm. Ja akurat swoje kupiłam w aptece za ok. 20 zł. 
Czego możemy dowiedzieć się z opakowania?
Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci to starannie dobrana kompozycja czterech składników naturalnego pochodzenia: oleju z orzeszków makadamia, oleju ze słodkich migdałów, oleju z pestek winogron oraz oleju cytrynowego, wzbogaconych witaminą A i E. Razem zapewniają intensywną , kompleksową pielęgnację płytki paznokcia oraz otaczającego naskórka.
Serum do paznokci wzmacnia, nawilża i regeneruję płytkę paznokcia. Dzięki wysokiej zawartości odżywczych olejków nawet kruche i łamliwe paznokcie odzyskują naturalną elastyczność, stają się mocne, zdrowe i odporne na uszkodzenia. Dodatkowo zastosowane w preparacie witaminy A i E chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a olejek cytrynowy wpływa na rozjaśnienie przebarwień, przywracając paznokciom naturalny i piękny wygląd. 
Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci może być używane okresowo jako kuracja lub przez cały rok, w zależności od swoich indywidualnych potrzeb. Praktyczne opakowanie pozwala (produkt w tubce z pędzelkiem) na precyzyjną aplikację produktu, a masaż delikatnym pędzelkiem przyśpiesza penetrację składników aktywnych, pobudzając macierz paznokcia i wpływając pozytywnie na jego wzrost. Nie zawiera parabenów, alkoholu oraz sztucznych barwników. Przebadany dermatologicznie. 
Używam go zaledwie kilka dni, więc za dużo o nim nie mogę powiedzieć. Na pewno nawilża i długo się wchłania jak to olejki :) 
W olejku rycynowym chcę urządzać moim paznokciom kąpiele raz lub dwa razy w tygodniu. Mama powiedziała mi kiedyś, że swoje paznokcie moczyła w oleju i dzięki temu były one długie i twarde. Jednak ja nie chcę używać oleju kuchennego czy oliwy z oliwek skoro mam w domu olejek rycynowy z masą zastosowań, o których pisałam Wam wczoraj tutaj
Jak przyrządzić kąpiel dla paznokci?
W przygotowanej wcześniej miseczce dodaj olejek rycynowy (sądzę, że jeden lub maksymalnie dwa małe plastikowe kieliszki starczą - ja swój miałam na butelce) oraz kilka kropel cytryny, następnie lekko to podgrzać np. w mikrofalówce. Moczyć przez 5 - 10 minut jedną rękę. 

Zapoznałam Was z moim planem "leczenia" paznokci i dokładne efekty opiszę po miesięcznej kuracji :) Czy używacie jakiś odżywek? Jak wzmacniacie i dbacie o swoje paznokcie? Na odpowiedzi oczywiście czekam w komentarzach :P
Czytaj dalej

OLEJEK RYCYNOWY: Do czego używać?

/kolejny raz pytam się, czy to gdzie zmierzam nie oddala się?/

Dzisiejszy post nie jest wcale przypadkowy oraz nie dodaje go dlatego, iż nie mam pomysłów, bo mam ich od groma :) Również chcę Was przeprosić za chwilową nieobecność, ale musiałam kilka rzeczy w sobie poukładać (matko, wychodzi na to, że mam jakieś problemy egzystencjalne!). Teraz wracam do Was ze zdwojoną siłą i będę zasypywać postami :) 

Wracając do tematu! Swój olejek rycynowy kupiłam jakiś czas temu. Używałam go przez jakiś czas bardzo namiętnie, a potem odstawiłam na półkę. Nie wiem, czy wiecie o tym, że olejek stosowany jest jako lek na zaparcia :) Oczywiście oprócz medycyny stosowany jest w kosmetyce, bo my kobiety potrafimy znaleźć zalety we wszystkim. Zanim dojdę jak go stosować i do czego, czas na trochę teorii :) Olejek rycynowy (łac. Oleum Ricini) jest tłoczony z nasion rycyny, która jest jedną z najbardziej trujących substancji pochodzenia roślinnego. Jak to się dzieje jednak, że śmiało możemy go używać i żyć przy tym? Otóż olej wyciska się na zimno i wygotowuje z wodą, co pozwala na rozkład toksycznej toksoalbuminy, której obecność w nasionach może spowodować śmiertelne zatrucie. Olejek jest tłusty o bezbarwnej lub lekko żółtej barwie, a pod wypływem powietrza gęstnieje :) 

Do czego możemy go stosować?
  • Do brwi i rzęs - umytą szczoteczką od tuszu codziennie wieczorem nałożyć na rzęsy i brwi.
  • Na skórki i paznokcie - wcierać codziennie wieczorem w płytkę paznokcia oraz skórki.
  • Na suche pięty - wetrzeć na noc kilka kropelek w zrogowaciały naskórek. 
  • Na skalp i włosy - na porost włosów; do wzbogacania masek do włosów; nakładać na włosy jako olejowanie; łagodzi podrażnienie skalpu
Powyżej wymieniałam moim zdaniem najważniejsze jego zalety. Bo która z nas nie chce mieć ładnych, długich, grubych rzęs (jakby gdzieś je rozdawali to pierwsza stałabym w kolejce)? Która nie chce mieć piękny, twardych i długich paznokci? Lśniących włosów czy zadbanych stóp, aby bez wstydu pokazywać je latem? Sądzę, że wiele kobiet o tym marzy i próbuje innych środków. Jednak wiemy, że w drogeryjnych produktach znajdziemy masę substancji, które nie będą naszymi przyjaciółmi, więc czemu nie zacząć kuracji od kosmetyków, które dała nam natura?

Dzisiejszy post jest wstępem do dwóch następnych. Pierwszy post z olejkiem w roli głównej ukarze się jutra, a drugi we wtorek :) Zapraszam Was do śledzenia mojego Instagrama oraz Twittera. Stosowaliście do czegoś olejek rycynowy? Na odpowiedzi czekam w komentarzach :) Życzę Wam udanego weekendu i dużo ciepła :)
_________________________________
Post tworzony był przy pomocny tej oraz tej strony :)
Czytaj dalej

STUDIA

/a teraz kiedy mój świat bezlitośnie się rozpada, składam twe imię z gwiazd/

Od samego rana zastanawiam się czemu jest tak zimno! Czy to znaczy, że idzie zima? 

Jak wiecie ten weekend spędziła studiując :) Zdecydowanie mnie on wykończył! W piątek pracowałam,więc byłam w domu przed 22. W sobotę zajęcia od 11:30 do 20:15 i jestem z siebie dumna, bo opuściłam sale wykładową w połowie ostatniego wykładu, czyli o godzinie 19:30. Cały dzień nie było mnie w domu. Oczywiście jeden bardzo nudny wykład wraz ze znajomą spędziłyśmy w McDonald, a kolega wpisał nas na listę :) Przez cały dzień było bardzo śmiesznie i dzięki temu przeżyłam jakoś te sześć wykładów. W niedzielę nie było, aż tak miło. Zajęcia zaczynały się od godziny ósmej, lecz ja na pierwsze ćwiczenia nie dotarłam, bo przed północą zadzwoniła do mnie mama, więc mnie obudziła. Po piętnastominutowej rozmowie nie mogłam zasnąć! Spoko, fajnie, luz! Poszłam na drugie ćwiczenia, które skończyły się godzinę wcześniej. Szybka kalkulacja czasu i decyzja: idziemy na kawę do Maca! Drugi dzień w tym cudownym miejscu i jedzenia tych niezdrowych, ale jakże pysznych rzeczy! Kolejne bardzo nudne ćwiczenia i wykład. Jak to ja, czyli nie poszłam na dwa ostatnie wykłady, bo nic by do mojego życia ani studiowania nie wniosły. 
Na następne zajęcia muszę przygotować dwie prezentacje i napisać mały referatek :) W dni wolne zabieram się do pracy! Powoli odliczam dni do sesji, bo pewnie nie zauważę jak w kalendarzu pojawi się miesiąc luty. Intuicja podpowiada mi, że wcale tak łatwo nie będzie, ale postaram się wszystko zaliczyć w pierwszym terminie.
A od grudnia zmienia mi się trochę plan :) W sobotę przychodzę na 8 do 18:30 (dochodzą mi od rana dwa ćwiczenia i znika ostatni wykład), a w niedzielę na 13 do 18:30 (odchodzą mi z rana ćwiczenia i zostają same wykłady). 

Do mojej szafy dołączyły dwie spódniczki oraz dwa kosmetyki do półki w łazience. Taka ciekawostka :)

A Wy jak spędziliście weekend? Jak Wasze studia/szkoły? Pozdrawiam cieplutko i przesyłam ogrom buziaków! 
Czytaj dalej

ĆWICZENIA: Jak zacząć?

/nie obiecam Ci poślubnych wojen i plaż, nic nie obiecam Ci i nie przeszkadzaj mi, bo tańczę/

Do bloga dochodzi kolejna seria postów, które będą dotyczyć aktywności fizycznej. Chcę, aby były dodawane, co miesiąc, bo wtedy będzie można zobaczyć jakieś efekty wylewania siódmych potów :)

Najgorzej jest zacząć. To zdanie dotyczy całego życia, bo zawsze mamy chęci, ale nie wiem jak się za to zabrać (mam tak samo!). Zawsze sobie powtarzamy "jutro zacznę", ale wiemy, że to jutro nigdy nie nadchodzi lub jest bardzo, bardzo odległym jutrem. Pisałam Wam w sierpniu o zmianach (tutaj), gdzie napisałam o tym, że będę ćwiczyć. Niestety nie zaczęłam. Miałam miliony wymówek i przekładanie z jutra na jutro, które nigdy nie nadejdzie przychodziło mi bardzo łatwo. Ciągle tylko narzekałam na boczki, które mi się porobiły. Na brzuch, który nie jest tak płaski jak kiedyś. Na nogi, które nie są tak zgrabne jak były. Narzekałam, narzekałam, narzekałam. Wczoraj coś we mnie pękło i stwierdziłam "dosyć". Czas przestać gadać tylko wziąć się do roboty. Nie chcę tyć bardziej, nie chce kupować większych spodni, nie chcę mieć fałdek na brzuchu. Chcę się czuć ze sobą dobrze. Chcę wiedzieć, że coś robię w kierunku, aby dobrze wyglądać. Chcę być kobietą zgrabną, szczupłą i zadbaną. To jest mój cel do którego dążę. 
Założyłam aparat, odwiedzam dermatologa, kupuję przeróżne kosmetyki i zaczęłam ćwiczyć po to, aby czuć się dobrze. By być dla siebie piękną
Wczoraj ćwiczyłam pół godziny z Ewą Chodakowska i było to bardzo męczące pół godziny. Jestem osobą totalnie asportową i jakakolwiek aktywność fizyczna przyprawia mnie o mdłości :) Zrobiłam sobie sześciominutowe treningi z jej kanału na YouToube. Wybrałam sobie pięć i ćwiczyłam przez pół godziny. Byłam wykończona, nie mogłam się ruszać, ale mimo wszystko czułam się szczęśliwa, bo dałam siebie wszystko :) Chociaż dzisiaj boli mnie ciało i mięśnie o których nie miałam pojęcia, nie mogę się ruszać i przekręcanie w nocy z boku na boku było katorgą to jestem z siebie bardzo dumna :) 

Postanowiłam się wczoraj zmierzyć, bo jak mówi Ewa Chodakowska waga może nam nie spać a możemy stracić w centymetrach. Dlaczego? A dlatego, iż spalimy tkankę tłuszczową i dorobimy się mięśni :) Więc waga nie spadnie, a w obwodzie będzie mniej :) Przez ćwiczenia chcę troszkę zgubić z brzucha i ud, ujędrnić ciało i je wyszczuplić :)

Moje wymiary:
Uda: 50 cm     Biodra: 86 cm       Biust: 84 cm      Talia: 70 cm

Więc drodzy czytelnicy przebierać się szybciutko w dresy i do ćwiczeń! Koniec marudzenia, narzekania. Bierzmy się do roboty! Podejmiecie wyzwanie? Na odpowiedzi czekam w komentarzach :)

Czytaj dalej

Zakupy: PAŹDZIERNIK

/a teraz już dla Ciebie jest za późno o dwanaście łez/

Na dzień dobry przepraszam i błagam o wybaczenie. Obiecuję poprawę, ale wczoraj był strasznie niesprzyjający dzień do robienia zdjęć. Wszystkie wychodziły mega żałośnie! Dzisiaj od razu jak wróciłam do domu to zrobiłam je i nawet światło mi sprzyjało. Musicie mi uwierzyć, że zrobienie w miarę dobrych zdjęć moim aparatem wymaga trochę czasu :) 

W październiku do mojej szafy nie zawitały nowe łaszki, ale do szafki w łazience kosmetyki.  Większość tych kosmetyków dotyczyła dłoni, ale zobaczcie sami :) 

Super - Pharm 8,99
Super - Pharm 4,99/ Rossman ok. 7/ Rossman ok. 7,50 
Super - Pharm ok. 8/ Rossman ok.6
Jak wiecie jestem kremomaniaczką, więc przy zobaczeniu promocji 2 w cenie 1 to nie mogłam przejść obojętnie, a dodatkowo nie miałam jeszcze styczności  z kremami do rak marki Kamill to postanowiłam się skusić :) Przy okazji kręcenia się po Super - Pharm wpadł mi o to lakier w pięknym kolorze butelkowej zieleni, czyli w sam raz na jesień. Dodatkowo zaopatrzyłam się w bazę pod lakier, która pełni też funkcję top coat, który przedłuża żywotność lakieru. Po przeczytaniu wielu recenzji o matującym top coat  nie mogłam go nie kupić. Zakupiłam nowy zmywacz oraz szklany pilniczek, bo słyszałam o nich wiele dobrego, a mojego paznokcie potrzebują ratunku, lecz o tym będzie osobny post :)

Rossman ok.12/ Super - Pharm ok.4 za szt.
Skusiłam się na szampon Gliss Kur, bo wcześniej używałam z tej serii odżywki i byłam bardzo zadowolona. Dodatkowo kupiłam dwie maseczki. Jedna to intensywna regeneracja, a druga przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych. Jak widać na zdjęciu, jedna została już raz użyta :)

Super - Pharm 12,24/ Rossman ok.20
O płynie micelarnym z L'Oreal pisałam recenzję (o tutaj), która cieszy się powodzeniem :) Nie mam, co o nim pisać, bo kocham go nad życie! Niestety ostatnio mam trochę przesuszoną buzię, więc muszę ją jakoś nawilżyć.Zdecydowałam się na krem z Lirene (to chyba mój pierwszy produkt tej firmy), bo mój krem z Ziaji jest jeszcze za wcześnie :)


O stópki trzeba dbać zawsze, a że ja mam problem z suchymi i od czasu do czasu pękającymi piętami to muszę dbać o nie jeszcze bardziej :) Zdecydowałam się na krem z niższej półki (używałam wcześniej Scholla), bo było trochę szkoda mi kasy :) Jak na razie jestem zadowolona i przede wszystkim pachnie pięknie!

Jak widzicie moje zakupy nie były zbyt obszerne i czym chwalić to się zbytnio nie ma, ale w listopadzie planuje trochę poszaleć, więc następny zakupowy post będzie obszerniejszy. Oczywiście niektóre z tych produktów będą miały swoją recenzję w tym miesiącu, ale wszystko po kolei :) Przepraszam Was również za podawanie cen kosmetyków w przybliżeniu, bo niestety nie pamiętam cen, a paragony już dawno wyrzuciłam.  

Jakie macie plany na dzisiaj? Ja zaraz zabieram się za sprzątanie, a potem trochę poćwiczę (będzie niedługo post dotyczący ćwiczeń), pomaluję paznokcie i porobię zdjęcia na następne posty, coby  nie obudzić się z ręką w nocniku :)
Czytaj dalej

INSTA MIX #5

/miałeś przyjacielem być, o słodka ironio/

Od razu bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam za brak posta, który był obiecany! Miałam trochę problemów, niektórzy ludzie podnieśli mi ciśnienie i musiałam to jakoś wszystko ustabilizować i dodatkowo okazało się, że zrobione przeze mnie zdjęcia były do kitu. Post miał dotyczyć zakupów październikowych i ukarze się na blogu w poniedziałek, lekkie opóźnienie. Poza tym zauważyłam, że posty zakupowe cieszę się powodzeniem :) 

Mamy nowy miesiąc, czyli czas na zestawienie zdjęć z mojego Instagrama. Ogólnie to byłam jakoś tam mało aktywna w poprzednim miesiącu, co zdecydowanie nie jest do mnie podobne, bo dodaje tam zdjęcia jak szalona :) Sądzę, że tak mało zdjęć dodawałam, bo za dużo się nie działo. No może prócz tego, że wyszłam z dwoma starymi znajomymi na piwo jak za dawnych czasów :) 





W ogóle wczoraj umyłam włosy szamponem Aussie, o którym trochę mogliście przeczytać tutaj :) Jak szłam do pracy to wiatr ciągle zarzucał mi włosy na twarz i dzięki temu mogłam je ciągle wąchać, bo zapach po nim utrzymuje się bardo długo i jest przecudownie słodki! 

Wrócę do domu to zajrzę do mojego notesika, w którym mam napisane w jaki dzień o  czym piszę, czyli rozplanowuje sobie miesiąc by być systematyczną (a z tym u mnie na bakier). Muszę też kilka dni uzupełnić, bo mam kilka pomysłów *.* 

Zapraszam Was na mojego Instagrama oraz Twittera. Życzę Wam udanego weekendu i słyszymy się w poniedziałek :) 

Czytaj dalej

STUDIA

/chcę jak księżniczka z księciem mknąć do siebie, przez siedem mórz, gór, ulic i rzek/

W ten weekend byłam na uczelni. W sobotę mam jedynie same wykłady i jest na niektórych lista, ale czasem wykładowca jest tak beznadziejny, że nie da rady wytrzymać półtorej godziny w jednym miejscu. Zaszczyciłam swoja obecnością, aż trzy wykłady. Na pierwszy się spóźniłam, nie mogłam się skupić, więc za dużo nie wyniosłam :) Jak to ja stwierdziłam, że do 20:15 nie będę siedzieć, więc zerwałam się z socjologii (koleś przez półtorej godziny gada ze zmarszczonym czołem i mówi jeszcze szybciej niż ja, nie da rady wytrzymać) oraz z etyki społecznej (nie wiem, czy się kiedyś na nim pojadę, a zostały jeszcze dwa wykłady, ale dobrzy znajomi wypisują mnie na listę). Niedzielę do połowy semestru zimowego ma na ósmą i od samego rana ćwiczenia. Niestety sobotni wieczór spędziłam u kuzynki i nie byłam w stanie iść na pierwsze dwa ćwiczenia (już nie byłam na nich dwa razy, więc teraz będzie trzeba chodzić), ale poszłam na trzecie. Stwierdziłam, że muszę poznać profesorka czy tam doktora, który strasznie przynudzał, ale wypuścił nas godzinę wcześniej, bo tam jakieś zebranie miał. Czas wolny został dobrze rozplanowany :) Poszłam jeszcze na jeden wykład z byłym wojskowym. Sprawdza obecność, nie możesz wyjść sobie nagle, ale musisz do niego podejść, przeprosić i podać podwód czemu opuszczasz aulę. Podstawówka! Egzamin jest u niego usty i nie jest wcale tak łatwo (wiem po zeszłym semestrze). Na dwa następne wykłady nie opłaca się chodzić. Na jednym przez półtorej godziny będziemy słuchać o romansach, o wódce i innych pierdołach, ale nie o tym z czym związany jest przedmiot (wyobrażacie sobie jak wygląda zaliczenie? nie wiesz z czego będzie i nie masz z czego się uczyć). Drugi wykład jest w całości na stronie doktora. Są slajdy i pytania na egzamin i z tego tylko jest :) Tak wyglądało moje bycie na zajęciach, czyli całkiem dobrze jak na mnie!

Jak minął mój weekend z aparatem? Było wszystko fajnie do sobotniego poranka, kiedy zaczęłam czuć ból zębów, wszystkich! Do tej pory mnie boli, ale wczoraj pogryzłam kilka pomidorków koktajlowych, więc jest coraz lepiej. Nie rozstaje się z woskiem, bo mam strasznie poranione policzki od wewnątrz, więc od trzeciego zęba w tył mam naklejony wosk, ratuje mnie! Zastanawiam się tylko, czy kupię go w aptece, bo dostałam takie małe pudełeczko, a następną wizytę mam dopiero w grudniu. Wracają do bólu zębów nie jest on taki tragiczny, nie muszę brać leków przeciwbólowych, bo jest on znośny :) Niestety od piątkowego południa jadam tylko serki i zupy, więc mam serdecznie dość takiego odżywiania i nie mogę już patrzeć na jakieś jogurciki i sereczki, wymiękam! Dzisiaj po pracy spróbuje zjeść kanapkę bez skórki z samym masłem lub jakimś serkiem topiony. Mam ochotę na jakieś mięso i warzywa, a nie mogę nic pogryźć. Ludzie na uczelni myśleli, że jestem na diecie, bo tylko jogurty jadłam, a jak poszliśmy do McDonald'a to też wyjęłam sobie jogurt :) 

Przed Wami jeszcze jeden post w tym miesiącu, który ukarze się jutro lub w środę. Zapraszam Was na mojego Instagrama oraz Twittera :) Jeszcze chciałam powiedzieć, że cieszy mnie każdy komentarz, który zostawicie (a nie jest ich wiele), bo wiem, że ktoś to czyta i ma coś do powiedzenia :) Pozdrawiam cieplutko i przesyłam tysiące pozytywnych buziaków! 


Czytaj dalej

ORTODONTA: Co nowego?

/jesteś lekiem na całe zło/

Na wstępie chcę Was bardzo przeprosić, że nie napisałam postu wczoraj, bo dopiero wróciłam do domu przed 19, a wyszłam przed 14 :)

Ten kto czytuje mojego bloga wie, że wczoraj był bardzo ważny dla mnie dzień :) Dojechałam do ortodonty prawie pół godziny wcześniej (tak jeżdżą tramwaje, niestety). Na fotel dopiero usiadłam piętnaście minut po czasie, bo pobyt jednej pacjentki się niestety przedłużył. Zasiadłam zacnie na fotelu, który został obniżony do pozycji leżącej. Doktor najpierw popatrzył, zobaczył jak się goi po wyrwaniu, milion razy musiałam otwierać i zagryzać zęby. Zaczęło się! Czymś mi polał zęby, popsikał, wydmuchał i zaczął przyklejać zamki. Poszło nawet szybko, wybrałam jasno różowe gumki, dostałam wytyczne jak ma dbać o zęby i czego nie jeść. Dodatkowo dostałam wosk oraz szczoteczkę jedno pęczkową. Jak na razie żadne zamki mnie nie pokaleczyły, więc go nie używam :) Przez okres ok. siedmiu dni jestem na miękkiej diecie (jogurty, serki, przeciery, zupy, musy) ze względu na występujący ból. Zapłaciłam wczoraj połowę ceny za aparat, czyli 700 zł. Gdy wyszłam od ortodonty to od razu zadzwoniłam do Narzeczonego i poczułam jak coś upadło mi na język. Wypluwam, a to zamek z samego końca. Musiałam wrócić, pokazać, poczekać i został ponownie przyklejony :) Wstałam chwilę przed dziewiątą i tak cholernie mnie boli, że nie wiem jak wytrzymam na zajęciach tyle godzin. Muszę się wyposażyć w tabletki przeciwbólowe. 

Następną wizytę mam 6 grudnia (w moje urodziny), gdzie będzie sprawdzana góra i zakładany dół :) Pełnowymiarową aparatką będę od grudnia! Z jednej strony nie mogę się doczekać, ale znowu ten ból. 


Zdjęcie nie jest najlepszej jakości, bo z kamerki komputerowej. Dodatkowo jestem w pidżamie, bez makijażu i ułożonych włosów, wybaczcie! 
Zapraszam Was na mojegoa Instagram i Twittera. Życzę udanego weekendu i przesyłam buziaczki :) 
Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie *.*

Czytaj dalej