ORTODONTA: Co nowego?

Udostępnij ten post

/jesteś lekiem na całe zło/

Na wstępie chcę Was bardzo przeprosić, że nie napisałam postu wczoraj, bo dopiero wróciłam do domu przed 19, a wyszłam przed 14 :)

Ten kto czytuje mojego bloga wie, że wczoraj był bardzo ważny dla mnie dzień :) Dojechałam do ortodonty prawie pół godziny wcześniej (tak jeżdżą tramwaje, niestety). Na fotel dopiero usiadłam piętnaście minut po czasie, bo pobyt jednej pacjentki się niestety przedłużył. Zasiadłam zacnie na fotelu, który został obniżony do pozycji leżącej. Doktor najpierw popatrzył, zobaczył jak się goi po wyrwaniu, milion razy musiałam otwierać i zagryzać zęby. Zaczęło się! Czymś mi polał zęby, popsikał, wydmuchał i zaczął przyklejać zamki. Poszło nawet szybko, wybrałam jasno różowe gumki, dostałam wytyczne jak ma dbać o zęby i czego nie jeść. Dodatkowo dostałam wosk oraz szczoteczkę jedno pęczkową. Jak na razie żadne zamki mnie nie pokaleczyły, więc go nie używam :) Przez okres ok. siedmiu dni jestem na miękkiej diecie (jogurty, serki, przeciery, zupy, musy) ze względu na występujący ból. Zapłaciłam wczoraj połowę ceny za aparat, czyli 700 zł. Gdy wyszłam od ortodonty to od razu zadzwoniłam do Narzeczonego i poczułam jak coś upadło mi na język. Wypluwam, a to zamek z samego końca. Musiałam wrócić, pokazać, poczekać i został ponownie przyklejony :) Wstałam chwilę przed dziewiątą i tak cholernie mnie boli, że nie wiem jak wytrzymam na zajęciach tyle godzin. Muszę się wyposażyć w tabletki przeciwbólowe. 

Następną wizytę mam 6 grudnia (w moje urodziny), gdzie będzie sprawdzana góra i zakładany dół :) Pełnowymiarową aparatką będę od grudnia! Z jednej strony nie mogę się doczekać, ale znowu ten ból. 


Zdjęcie nie jest najlepszej jakości, bo z kamerki komputerowej. Dodatkowo jestem w pidżamie, bez makijażu i ułożonych włosów, wybaczcie! 
Zapraszam Was na mojegoa Instagram i Twittera. Życzę udanego weekendu i przesyłam buziaczki :) 
Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie *.*

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz