RECENZJA: MaxFactor 2000 Calorie Curved Brush Voulme & Curl

Udostępnij ten post

/paint the sky with silver lining/

Szczerze powiedziawszy mam nadzieję, że uda mi się zakończyć recenzje zaległych produktów w tym tygodniu (prócz lakierów, bo czekam na wzrost moich paznokci). Ciągnie to się za mną i ciągnie :)


Moją zmorą są rzęsy (nie tylko one)! Nie znalazłam jeszcze tuszu idealnego, a wypróbowałam ich już trochę. Każdy z poprzedników miał coś, co mi pasowało i jakby zmieszać je wszystkie to może byłby moim ideałem. Moje rzęsy zwane dachówkami są ciemne. Ciemne, proste, zero podkręcenia i krótkie! Gorszych chyba nie można mieć (chyba, że w ogóle ich nie mieć). Od kilku lat używam zalotki, ale to nie daje długiego efektu, nie wiem jak mam utrwalić to podkręcenie. Podkręcam je, tuszuje, jest ładnie, za chwilę lekko oklapną i nie wygląda to pięknie i zalotnie. Krążyłam w sierpniu między drogeryjnymi półkami w poszukiwaniu między innymi tuszu. Pierwszy raz zagościł u mnie produkt MaxFactor i trochę czasu minęło, więc mogę śmiało recenzować. Czego wymagam od tuszu? Pogrubienia, wydłużenia i przede wszystkim PODKRĘCENIA. Czy to dużo? Nie wiem, może ;) 

Coś o produkcie! Opakowanie jest bardzo estetyczne i lubię czerń z czerwienią :) Według producenta tusz powinien intensywnie pogrubiać i zagęszczać rzęsy, a dzięki nowej szczoteczce umożliwi efekt zalotnego podkręcenia. Za produkt zapłacimy ok. 30 zł. Sama kupiłam go na promocji za 24,99. Co zauważyłam przy stosowaniu? Na pewno plusem jest to, że się nie obsypuje, nie odbija i nie robi się tzw. efekt pandy. Niestety nabiera się za dużo produktu i trzeba wycierać o ścianki tubki. Według mnie rzęsy są lekko pogrubione i zagęszczone, trochę wydłużone. Jak z tym podkręcaniem? Po użyciu zalotki i po tuszowaniu jest minimalne pokręcenie, które mnie nie zachwyca. Chcę, aby moje rzęsy były zalotne, bardziej podkręcone. Ma ładnie wyprofilowaną szczoteczkę, którą łatwo się posługuje. Wiem, że szybko do niego nie wrócę. Będę szukać dalej mojego ideału, a może znajdę. Nie jest perfekcyjny, ale też nie najgorszy. Pewnie jeden z lepszych, które testowałam (chociaż jak na razie moim numerem jeden jest Astor, Big & Beautiful Play It Big Mascara). Wyruszę do drogerii w poszukiwaniu czegoś nowego. Może Wy macie swoje ulubione maskary, które powinnam przetestować? Dawajcie znać w komentarzach :) Całuje i cieplutko pozdrawiam!

P.S. Przepraszam za brak zdjęcia przed i po użyciu, ale jakoś nie mogłam go zrobić. Żadne nie nadawało się do publikacji. Obiecuje, że przy następnej recenzji tuszu takowe się pojawi, będę ćwiczyć! :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz