STUDIA

Udostępnij ten post

/miłość oślepia, zamyka oczy, tak pragnę wierzyć w nas/

Weekend spędziłam na mojej ukochanej uczelni i powiem Wam szczerze, że jestem przerażona zbliżającą się sesją, która w sumie stoi za moimi drzwiami i już nie puka, tylko dzwoni. Zacznijmy od początku, a dokładnie do podzielenia i opisania mojego weekendu. Sobota. Zajęcia od 8 do 18:30 i tutaj niespodzianka, bo byłam na wszystkich. Pierwsze ćwiczenia dotyczące zarządzania kryzysowego i termin zaliczenia (25. I), czyli za dwa tygodnie. Martwi mnie jedno, bo powiedział, że będzie brał pod uwagę obecności (nie było mnie na 4 zajęciach, czyli na połowie). Następne ćwiczenia dotyczące współczesnych systemów politycznych i prezentacja (3+). Napisałam maila do wykładowczyni o możliwość poprawy poprzez pisanie kolokwium. Po pierwsze jakbym z poprawy otrzymała 5 to automatycznie nie muszę pisać egzaminu z tego przedmiotu, ale z wykładów i ocena zostaje przypisana. Po drugie chce mieć dobre oceny, aby spróbować się starać o stypendium naukowe. Potem same wykłady i podawane terminy egzaminów. Przeraził mnie najbardziej chyba z socjologii, bo wykładowca stwierdził, że daje 90 minut, ale na ogół po 60 minutach wszyscy kończą. Czy to będzie matura ja się pytam? Po zajęciach odwiedziłam Galerię Łódzką i nic nie kupiłam, natomiast Narzeczony przytulił dwie rzeczy ;) Niedziela. Zajęcia do 13:30 do 18:30. Pierwszy wykład i przedstawianie prezentacji, która była dla chętnych. Uwaga! W tym momencie cholernie się cieszę, że jednak się do niej zgłosiliśmy, bo będzie to brane pod uwagę na egzaminie, a po podaniu zakresu materiałów czuję, że będzie to lekki hardcore. Bezpieczeństwo Narodowe (ogólnie pojęcia i wszystko), wszystkie strategie (jest ich 9), ale najbardziej przyczepi się do Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, czyli kolejna masa materiałów. Na następne dwa wykłady nie chodzę :) Powrót do domu, pieczenie ciasta i krojenie składników do zapiekani. O 18:00 do Manufaktury, masa ludzi ze względu na WOŚP. Dorzuciłam trochę grosza do tej akcji i zostałam obdarowana serduszkiem ;) Małe zakupy w Yves Rocher i mam już drugi poziom, jeśli chodzi o zbieranie punktów (oczywiście w poście o zakupach pojawią się te łupy ;)) oraz mała sprzeczka z Narzeczonym o.... buty ;) Do domu, wstawianie zapiekanki, rozmowa z mamą na Skype, oglądanie Warsaw Shore, a potem błogie lenistwo i sen, który jest lekarstwem na wszystko ;) 


Teraz siedzę w pracy, a za jakieś pół godzinki idę na obiad ;) Po powrocie trzeba sobie szykować materiały na nadchodzące egzaminy i zaczynać się dokształcać. Jeszcze szybki wypad do Super-Pharm po tusz i może coś jeszcze ;) Czy powinnam nosić częściej czerwoną szminkę?

2 komentarze :

  1. życzę powodzenia na nadchodzącej sesji ;)

    zapraszam
    www.ibelieveicanfly-ewa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że obejdzie się bez poprawek ;)

      Usuń