TRĄDZIK: Zabiegi kosmetyczne

Udostępnij ten post

/cause you're a good girl and you know it, you act so different around me!/

We wczorajszym poście pisałam, że napiszę post o zabiegach kosmetycznych w przyszłości, jeśli Wy byście wyrazili chęci. Doszłam do wniosku, że zapoznam Was już teraz z moim planem leczenia, a po zakończonej serii zabiegów opisze ich działanie oraz efekty :) 

Pojechałam do kosmetyczki, która jest znajomą mojego Narzeczonego i też nosi aparat (pytała się mnie, kiedy ściągam, bo mam super proste zęby!). Nie ukrywam, że troszkę się denerwowałam, bo pierwszy raz znajdowałam się w salonie kosmetycznym. Zostałam zaprowadzona do gabinetu, gdzie musiałam się położyć, a że było mi chłodno to nawet przykryto mnie kocem. Na głowę założyła mi taki czepek, aby włosów nie ubrudzić. Obejrzała moją cerę i nie była nią zbyt zachwycona. Nie ma, co ukrywać, bo ja też za nią nie szaleje. Stwierdziła, że zrobi mi mocny zbieg po którym jest się mega czerwonym, a potem skóra schodzi płatami i  nie należy on do najprzyjemniejszych. Po pierwsze najpierw pozbyła się mojego makijażu i dokładnie oczyściła twarz, przygotowując ją do dalszych kroków. Mój zabieg nazywał się: polski peeling ziołowy (możecie w internecie o nim dużo poczytać).  Zaczęła od nałożenia maski rozpulchniającej, która była na moje twarzy z 10 minut. Zrobiła specjalną papkę i się zaczęło! Peeling nałożyła troszkę na całą twarz, obejmują szyje ze zmianami trądzikowymi i musiałam w takiej masce być przez 5 minut, co nie należy do przyjemnych, bo troszkę to podszczypuje. Przez 10 minut masowała mi tymi ziołami po twarzy, a było to uczucie jakby ktoś mieszanką szkła z piaskiem jeździł nam po buzi. Nie przyjemne! Po masażu dołożyła resztę mikstury i zrobiła kompres, który trwał 20 minut i bardzo, ale to bardzo piekło i podszczypywało, a ona co chwilę specjalnym preparatem lała mi piekące miejsca, aby ulżyć w moich cierpieniach :) Pomijam fakt, że jest to bardzo lejący zabieg, śmierdzący rosołem i zadaniem jego jest nam lekko poparzyć skórę by zmusić ją do regeneracji (poprzez zawartość pokrzywy). Porównuje się go do zabieg w gabinecie dermatologicznym z użyciem kwasy o 50 % stężeniu, który trwa ponad 1 minutę, a koszt jest dużo większy (nawet 800 zł). Całość trwała niecałe 2 godziny w cenie 150 zł. Po zabiegu byłam cała czerwona, a moja twarz jest teraz bardzo wrażliwa. Po dotknięciu jej poduszką, palcami, kapturem, szalikiem po prostu czymkolwiek czuję jakby ktoś mi malutki igiełki wbijał, takie opiłki żelaza albo jakby ktoś wysmarował mi cała twarz watą szklaną! Po tym peelingu najpierw nasza skóra jest mocno ściągnięta i napięta, a potem schodzi nam ekstremalnie, wielkimi płatami. Pod żadnym pozorem nie wolno ich odrywać, bo można się przez to nabawić blizn i przebarwień. Kiedy zacznie mi się łuszczyć skóra to pięć dni od tego momentu idę na dołuszczenie, czyli pozbycie się tej całej skórki, a zabieg dołuszczenia trwa ok. 30 minut i jest już w cenie. Za trzy tygodnie będę miała jeszcze raz wykonywany polski peeling ziołowy, ale jeszcze mocniej, a na dalszych wizytach się okaże, co robimy dalej. Pani Kasia stwierdziła, że chcę doprowadzić moją skórę do idealnego stanu jeszcze przed wylotem do Londynu, czyli w ciągu dwóch miesięcy. Po całym procesie moja skóra powinna być gładka, jaśniejsza, blizny powinny się zmniejszyć, a wszystkie stany ropne poznikać i już się nie pojawiać! Mam nadzieję, że tak będzie :)

Na razie oddałam się w ręce kosmetyczki i daruje sobie dermatologa. Liczę na to, że moja dwuletnia upierdliwa walka z trądzikiem skończy się po całej serii zabiegów. Po powrocie z Londynu robię to samo z plecami, bo skoro leki i maści nie działają to trzeba działać ostro ;) Jakoś w sobotę postaram się porobić zdjęcia, aby post podsumowujący leczenie u kosmetyczki był bogaty w zdjęcia, w wczoraj było już za ciemno i nic nie było widać! 

Idę uczyć się na jutrzejszy egzamin ze strategii, potem śmigam na obiad, a Wam życzę udanego dnia i odpoczynku w weekend! :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz