ORTODONTA: Co nowego?

/I don't mind, if your hand's a little cold, 'cause I'm alive but I've got nowhere to go/

Jestem po wizycie u ortodonty, w końcu. Standardowo zaczęła się od "otwórz, zamknij, otwórz, zamknij" :) Czego się dowiedziałam? Po pierwsze, za trójką przybył mi cały milimetr, ale i tak do ośmiu nadal brakuje. Lekarz stwierdził, że na razie wstrzymujemy się z wyrywaniem. Na szczęście. Po drugie, zmienił mi łuki (znowu). Na górze pojawił się dużo sztywniejszy, więc również zamontował mi mocniejszą sprężynkę do dalszego przesuwania i robienia miejsca dla trójki bez wyrywania. Na dole również pojawił się łuk mocniejszy, ale nie tak sztywny jak na górze, bo jeszcze za wcześnie. Po trzecie, jakoś na początku tygodnia odkleiła mi się prawa dolna rurka (znowu), więc stwierdził, że ostatni raz ją przykleja i jak znowu się odklei to zakłada mi pierścień. Nie podoba mi się to. Po czwarte, na następnej lub jeszcze na następnej wizycie będzie zakładał mi wyciągi, aby zasłonić miejsce po czwórkach, więc zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądać. Po piąte, wybrałam pastelowo fioletowe gumeczki :) Następną wizytę mam 4 kwietnia, czyli dwa dni przed moim wylotem do Londynu. Wspaniale! 


Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego weekendu! :) 

Czytaj dalej

TRĄDZIK: Zabiegi kosmetyczne

/I think we'll never change and our hearts will always separate/

Wczoraj w końcu udało mi się dotrzeć do kosmetyczki na drugi zabieg polskiego peelingu ziołowego. Dlaczego w końcu? Otóż najpierw miałam iść 21 lutego, ale musiałam być w pracy, ponieważ moja zmienniczka jednak miała rehabilitacje. Przełożyłam ją na 20 lutego, bo czwartek miałam wolny, ale Kasia się rozchorowała i znowu nici z tego. Udało nam się spotkać wczoraj, czyli  25 lutego :) Wczorajszy zabieg był dużo mocniejszy niż za pierwszym razem, odczuwałam mega dyskomfort. Procedura zawsze jest taka sama: oczyszczamy twarz, nakładamy na 10 minut maskę rozpulchniającą, po 10 minutach ją zmywamy i nakładamy zioła z czymś tam, zostawiamy tak na 5 minut, następnie robimy masaż tymi ziołami (nic przyjemnego, takie szorowanie), dokładamy resztę ziół i robimy kompres, który jest nasączony środkiem kojącym i przez 20 minut leżmy (dodatkowo, co jakiś czas kosmetyczka dolewa tego środka, bo pieczenie jest nie do wytrzymania), a na koniec zmywamy to wszystko i jesteśmy bordowi :) Zabieg trwał niecałe dwie godziny. Po ostatnim peelingu rumień do wieczora zniknął, a po wczoraj utrzymuje się do chwili obecnej. Jeszcze zdążymy zrobić trzeci przed moim urlopem, więc będzie super. Pomijam fakt, że po pierwszym już było widać zmiany. Twarz była bardziej wygładzona, wszystkie stany zapalane z żuchwy się pogoiły, a nowe znikały w ciągu dwóch dni. Wiem, że teraz będzie jeszcze lepiej i zdecydowanie zabiegi u kosmetyczki były jedną z moich lepszych decyzji :) Koszt oczywiście 150 zł jak ostatnio, a za jakiś tydzień czeka mnie zabieg dołuszczający. Poniżej przedstawiam Wam zdjęcie jak aktualnie prezentuje się moja twarz i wyszłam na nim bardzo niekorzystnie. A! Kasia zrobiła mi wczoraj zdjęcie żuchwy przed zabiegiem, więc od niej je wezmę i przy podsumowaniu je dorzucę :)


Co u mnie? Wszystko w porządku :) W poniedziałek byłam na rozmowie kwalifikacyjnej na inne stanowisko w pracy i zobaczymy, co z tego będzie. Odpowiedź ma być w ciągu 2-3 tygodni, więc trochę czekania jednak jest i jestem dobrych myśli, a Wy trzymajcie kciuki by się wszystko udało. W przyszłym tygodniu mam plan wykonać zdjęcia koniecznie potrzebne do zmian, które tutaj zajdą i jednak wszystko się uda przed moim urlopem :) Jestem ostatnio bardzo pozytywie nastawiona do wszystkiego, a to pewnie przez piękną pogodę. Życzę Wam miłego dnia i koniecznie idźcie na jakiś spacer! 
Czytaj dalej

RECENZJA: Yves Rocher, maska odbudowująca do włosów

/and it's never going to be alright and you know, and you know, and you know I'm right/

Kurde, po raz kolejny przepraszam Was za moją znikomą aktywność w lutym, ale mam takie dziwne dni i humory. Jestem chyba trochę przytłoczona, lecz próbuje to jakoś naprawić i się zrewanżować Wam. Jeśli chociaż troszkę interesuje Was stan mojej duszy to możecie o nim poczytać tutaj

***

Nastał czas na recenzję maski odbudowującej do włosów marki Yves Rocher, czyli jednej z moich ulubionych. Z serii Reperation używałam szamponu oraz takiego olejku, a teraz przyszedł czas na maseczkę :) Oczywiście najpierw przedstawię Wam suche fakty zaczerpnięte ze strony producenta, a dopiero później moje spojrzenie na ten kąsek. Zaczynajmy, bo nie ma na, co czekać! Właściwie na stronie jest całkiem obszerna informacja, więc czas ją Wam przybliżyć. 
Opis produktu: Masło Karite, zawarte w formule, wspomaga proces odbudowywania włosów, dzięki czemu Twoje włosy będą odbudowane. Drugi składnik aktywny, olejek jojoba, wspomaga odżywianie, dając efekt intensywnie odżywionych włosów.
Działanie: Włosy intensywnie odżywione i odbudowane. Masło Karite dodatkowo wspomaga proces odbudowywania.
Składniki: "Złoto pustyni" powszechnie nazywany jojoba, zaskakuje swoim bogactwem. Jego olejek, pozyskiwany z ziaren jojoba, ma właściwości filmogenne i zapobiegające odwadnianiu, które pozwalają przeciwdziałać czynnikom zewnętrznym. Włosy są nie tylko chronione, ale także odżywione.  
Rezultaty: Włosy są intensywnie odżywione dla 88% kobiet (test stosowania przeprowadzony na 26 ochotniczkach przez 4 tygodnie). 
Sposób użycia: Używać 2 razy w tygodniu. Nakładać na zwilżone włosy po wcześniejszym umyciu szamponem. Delikatnie masować, zostawić na 5 minut. Obficie spłukać wodą. Unikać kontaktu z oczami. Dla większej skuteczności, po nałożeniu maski, owiń wokół głowy ciepły ręcznik. 
Informacje dodatkowe: Zaangażowanie kosmetyki roślinnej: 95% składników pochodzenia naturalnego, formuła testowana pod kontrolą dermatologiczną, składniki pochodzenia roślinnego (olejek jojoba bio, masło kartie bio), nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, bez silikony, bez sztucznych barwników, bez parabenów. Gest dla ochrony środowiska, aby ograniczyć zły wpływ na środowisko i zużycie plastiku, słoik zawiera plastik z recyklingu. 

Produkt zamknięty jest szczelnie w słoiczku, który mieści 200 ml produktu i zapłacimy za niego coś w granicach 30 złoty, a akurat produkty do włosów są często na promocji. Konsystencją przypomina budyń, który pachnie cudownie i za każdym razem mam ochotę zjeść trochę maski, ale pewnie odbiłoby się to na moim zdrowiu :) Zanim zacznę opisywać, czy obietnice producenta pokrywają się z rzeczywistością powiem Wam, dlaczego w ogóle ją kupiłam. Otóż jak wiecie (albo i nie) jestem maniaczką prostowania włosów, czyli je niszczę bez względu na to, czy używam kosmetyków termoochornnych. Dla mnie w szamponach, odżywkach oraz maskach najistotniejsze jest nawilżanie oraz odbudowa moich katowanych włosów, a ten produkt takie ma mieć działanie. Maskę robię raz lub dwa razy w tygodniu (dzisiaj jest dzień maskowania włosów) i nakładam jej całkiem sporą ilość jak na moje krótkie włosy. Zawsze trzymam ją dużej niż 5 minut, ale bez użycia ręcznika i po spłukaniu moje włosy pięknie pachną, są lśniące, odżywione, gładkie i łatwo się je rozczesuje. Efekt ten utrzymuje się do następnego mycia, a ja myje włosy, co drugi dzień. Pewnie też utrzymuje się dzięki innym kosmetykom, które również używam, aby jakoś wynagrodzić cierpienie moim włosom :) Wiem, że po skończonym opakowaniu skuszę się na następne, albo od razu wezmę całą serię i zobaczymy jakie cuda zdziałają na mojej głowie. Z całego serca Wam ją polecam i śmiało możecie biec do sklepu, aby kupić ją w ciemno. Jeśli jednak nie sprawdziłaby się na Waszych włosach to wynagrodzi Wam jej to zapach, a jak nie to ja z miłą chęcią je przyjmę pod swoje skrzydła :) 
Czytaj dalej

RECENZJA: Eveline Volumix Fiberlast

/it's easy to fall in love, but it's so hard to break samebody's heart/

Przede wszystkim chciałabym Was przeprosić za kilu dniową nieobecność, ale zostały mi podcięte skrzydła i brakło mi trochę chęci na publikowanie. Zaczynam się martwić, że ze zmianami nie wyrobię się przed urlopem, bo dwie osoby, które mają mi pomóc, a w dużej mierze od nich wiele zależy nie mają za bardzo czasu! Jestem troszkę załamana! Chodzi o to, że chcę się rozwijać i pokazać, że potrafię blogować, a żeby wszystko szło po mojej myśli muszę zacząć zmieniać, odświeżać, dostosowywać. Trzymam kciuki, że w przyszłym tygodniu jakoś uda mi się z tym ruszyć i Wy też trzymajcie, bo to wszystko z myślą o Was :) 

***

Czas na recenzje tuszu, którego używam od ponad miesiąca i mam do niego mieszane uczucia, a o tym dlaczego jest jak jest przekonacie się w dalszej części postu :) Cała nazwa tego kosmetyku jest troszkę dłuższa niż w tytule otóż brzmi ona: Eveline Volumix Fiberlast Mascara Lenght & Culr Up. Doskonale wiecie, że szukam cały czas swojego tuszu idealnego i średnio mi to idzie, bo mam za duże wymagania. Ten produkt w mojej kosmetyczce znalazł się przypadkiem. Kiedy kończył mi wcześniejszy tusz w drogeriach było wiele promocji na różne marki, a przez to nie mogłam się zdecydować na któryś z nich. A to konsystencja zła, a to szczoteczka do bani, a to cena, a to wygląd.... Z nudów w pracy poszłam do Rossmanna i zgarnęłam go z półki, bo dawno nie używałam tańszych tuszy, a ten kosztował trochę ponad trzynaście złoty :) Produkt ten łączy w sobie specjalistyczną formułę z rewolucyjną konstrukcją szczoteczki i udowodnionym działaniem. Length & Curl Up masakra seksownie wydłuża nawet do 50% oraz długotrwale podkręca rzęsy. Innowacyjna, błyszcząca formuła FIBERLAST 16h z mineralnymi pigmentami i prowitaminą B5 sprawia, że Twój makijaż będzie olśniewający przez wiele godzin. Zobaczcie jak pięknie zachwala ją producent, ale czy pokrywa się to z rzeczywistością?

Otóż zacznijmy od początku, czyli wygląd. Produkt zamknięty jest w ładnym srebrnym opakowaniu i posiada 11 ml, które kupimy za około trzynaście złoty, a możliwe, że nawet taniej. Posiada wyprofilowaną, sylikonową szczoteczkę, czyli dla mnie jak najbardziej na plus. Czerń nie jest szarością tylko czernią, więc kolejny plus. Konsystencja jego jest... dziwna? Nie mogę za bardzo jej zrozumieć, bo mam wrażenie, że jest ciut za rzadka, lejąca, bo wolałabym by była bardziej stała. Tak jakby była zbyt mokra po prostu, ale mam nadzieję, że niedługo sama lekko zgęstnieje i wtedy również konsystencję jego zaliczę na plus, ale jak na razie mi ona totalnie nie odpowiada. Czy wydłuża i podkręca? Wydłużać na pewno wydłuża, ale średnio idzie z mu z podkręceniem moich prostych jak druty rzęs albo chociaż utrzymania podkręcenie zalotki. Mamy drugi już minus. Raz rozdziela ładnie rzęsy, a raz je skleja. Raz nabiera się idealna ilość produktu, a raz tyle, że nie wiem, co mam z nią zrobić. Jak na razie się nie osypuje i tu ma farta! Same widzicie, że ta masakra lubi płatać figle albo nawet strzelać fochy. Nie potrafię jej rozgryźć i czekam, aż się skończy, bo mam jeszcze w zapasie tą z lutowego Shinybox, więc na razie nie muszę kupować nowej ;) Szczerze powiedziawszy nie kupię jej ponownie i odradzam zakup.
Czytaj dalej

SHINYBOX: Luty

/you my heart, you ma soul/


Wczoraj całkiem niespodziewanie otrzymałam lutowe pudełeczko Shinybox (moje już trzecie). Dlaczego niespodziewanie? Otóż nie dostałam maila, że zostało już wysłane, a wychodząc z fitness dzwoni  do mnie kurier, że jest pod moimi drzwiami! Szybko musiałam to przeanalizować i poprosić ciocię mieszkającą dwie klatki dalej o odbiór przesyłki :) Dzień jak najbardziej udany! 


Co jest w środku?

AROMATHERAPYBAR
Olejek do masażu i kąpieli - PRODUKT PEŁNOWYMIAROWY
Olejek w kompozycji cynamon z pomarańczą lub pomarańcza z grejpfrutem. Olejki wskazują bardzo dobre właściwości pielęgnacyjne, ujędrniające i uelastyczniają skórę. Świetne do masażu, a przy tym pięknie pachną i zostawiają skórę delikatnie wonną i aromatyczną.
18,00 zł/ 30 ml
WHITE FLOWER'S EXPERIENCE
Trzy rodzaje maseczki błotnej - PRODUKT PEŁNOWYMIAROWY
Błoto z morza martwego to bogactwo mikro i makroelementów o wyjątkowo dobroczynnym działaniu. Znane i stosowane od tysiącleci, oczyszcza, odżywia skórę, regeneruje ją i pielęgnuje, regulując przy tym wydzielanie sebum.
19,00 zł/ zestaw
JOKO
Maskara Queen Size - PRODUKT PEŁNOWYMIAROWY
Najnowsze maskary marki Joko nie tylko podkreślają urodę, ale i zapewniają rzęsom codzienną ochronę, podstawowym składnikiem  maskar Queen Size jest winyl, który zwiększa odporność na czynniki zewnętrzne i elastyczność rzęs oraz gwarantuje przedłużoną trwałość makijażu.
26,00 zł/ szt.
GOLDWELL
Sprawy do włosów Big Finish
Big Finish to mikroskopijny spray dla mocnego utrwalenia włosów i zwiększenia objętości na cały dzień. Spray chroni przed dużą wilgotnością powietrza, nadaje dodatkową objętość oraz chroni kolor.
50,00 zł/ 300 ml
BIELENDA
Multifunkcyjny krem CC 10w1 - PRODUKT PEŁNOWYMIAROWY
Innowacyjny krem skutecznie udoskonala wygląd skóry, maskuje niedoskonałości, ujędrnia, intensywnie nawilża. Rozświetlające mikropigmenty odbijają światło i dodają skórze blasku, lekka nietłusta formuła szybko się wchłania. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu.
25,00 zł/ 175 ml

W pudełeczku znalazły się cztery pełnowymiarowe produkty z pięciu, więc jest dobrze. Dla subskrybentek był żel do usuwania skórek, ale jeszcze nią nie jestem (nadal rozważam!). Box jest zróżnicowany pod względem produktów :) Czy jestem zadowolona? Hm... Szczerze powiedziawszy to i tak i nie! Fajnie, że jest tusz (przyda sie!) czy maseczki (uwielbiam), ale do kremu CC mam mieszane uczucia. Aktualnie mam kilka balsamów do wykorzystania i wiem, że trochę poczeka na swoją kolej, ale mogę powiedzieć, że pięknie pachnie i ponoć na skórze tworzy efekt rajstop :) Czy spray mi się przyda? Ze względu, że moje włosy nie lubią wilgotnego powietrza, więc pewnie go będę używać, a może nawet wrzucę do kosmetyczki (muszę kupić nową tak w ogóle!). Olejek pewnie też zostanie jakoś zużyty, lecz czy do masażu czy do ciała to ciężko powiedzieć. Dobrze, że można go na kilka sposobów użyć, a dodatkowo dostałam o zapachu pomarańczy i grejpfruta (cytrusy *.*)! 

***
Dzisiaj z Narzeczonym mieliśmy wolne ;) Od rana byliśmy w Galerii Łódzkiej, ale nic nie kupiłam. Zastanawiałam się nad kupieniem spodni dresowych i cały czas o nich myślę! Zara miała spodnie za 59,90 i oczywiście nie było mojego rozmiaru i jednej przecenionej sukienki też nie! Na 18 poszliśmy na kolację do indyjskiej restauracji Ganesh, gdzie spędziliśmy miły wieczór. Teraz On ogląda mecz, a ja idę oglądać resztę zaległych vlogów, a trochę się ich nazbierało. Z okazji Walentynek wszystkim zakochanym życzę szczęścia w związkach, a tym samotnym spotkania swojej drugiej połówki! Całuski Kochani :)
Czytaj dalej

Zakupy: STYCZEŃ

/chociaż dosyć mam łez, moich łez, tylu łez, jestem po to by kochać mnie/

Nadszedł czas na opublikowanie zakupowego stycznia, z którym trochę zalegam :) Post będzie kosmetyczny, bo z ubrań kupiłam jedynie dresy marki Zara (aktualnie są w praniu), bieliznę marki Etam oraz czarne grube rajstopy marki Gatta. Zdjęcia są takie sobie (uprzedzam!), bo mój aparat nie chciał ze mną współpracować i zmieniłam miejsce robienie zdjęć. Może akurat przypadnie Wam do gustu, bo mnie osobiście tło odpowiada, ale liczy się tutaj najbardziej Wasze zdanie :) Na pierwszym zdjęciu zauważycie: a) że zdradziłam płyn micelarny z L'Oreal z Garnier b) zużycie kosmetyków! Produkty marki Yves Rocher kupiłam na przecenach, a pomadkę ochronną Nivea w Super-Pharm przy zakupach za min. 35 zł, bo była tańsza :) 
Co u mnie? Ogólnie bardzo dobrze! Dzisiaj doba jest zdecydowanie za krótka. Troszkę się poleniłam, byłam w banku, zrobiłam sobie spacer po lumpeksach (nic nie kupiłam), weszłam do Biedronki i do Tesco, a nawet do Cosmedica Apteka i Rossmana! Dodatkowo posprzątałam, byłam na fitnessie, a teraz ciasto siedzi piekarniku :) 

ok. 16 zł/7,90
ok. 17 zł/ok.30/ ok.17
ok.10 zł/ 12,99/ 7,99/ 7,99
13,99/9,99/9,99/ok.4

Życzę Wam udanego wieczora i do jutra! Całuski :)
Czytaj dalej

STUDIA

/but when you look at me, the only memory is us kissing in the moonlight/

Sesja zdana! Nie wiem jakim cudem zaliczyłam te trzy egzaminy w ten weekend. Zdecydowanie mam więcej szczęścia niż rozumu. Na pierwszym egzaminie powiedziałam trzy słowa, a moja wypowiedź totalnie nie miała sensu, a mimo to zaliczyłam systemy bezpieczeństwa na 4 :) Socjologia totalnie na spontanie! Jedna osoba ściągała, a potem odpowiedzi podawała dalej i dzięki temu w wirtualnym dziekanacie widnieje piękne 3! A wczoraj egzamin z zarządzania kryzysowego pisałam będą na mega kacu, albo nawet jeszcze lekko pijana, a dostałam 4 za to, co napisałam :) Jednak mam dużo szczęścia, za dużo! Teraz czas zacząć czwarty semestr i czekać na letnią sesję ;) 

Wróciłam do Was z dużym pokładem energii i chęcią do pisania dla Was. Ucieszyłam się z czekających komentarzy, bo dzięki temu wiem, że jednak ktoś tu wchodzi i czyta, a nawet ma chęć się udzielać. Bardzo mnie to cieszy, bo gdyby nie Wy to nie chciało by mi się tutaj przychodzić. Pisałam, że po sesji wszystko wrócić do normy i wiem, że zalegam z wpisem o zakupach styczniowych, a było ich bardzo dużo (większość kosmetycznych). Niestety post ten pojawi się dopiero w czwartek, bo wykonane do niego zdjęcia wyglądają jak robione kalkulatorem! Tak na prawdę od czwartku będę Was rozpieszczać i nadrabiać zaległe posty, które chciałam tutaj opublikować, więc mam nadzieję, że jeszcze dwa dni wytrzymacie :) Jak pisałam w poście wcześniej: W MARCU DUŻO SIĘ ZMIENI! Udanego dnia i samych radości :)
Czytaj dalej

STUDIA

/walking in Memphis, but do I really feel the way I feel/

Teraz studia to sesja, czyli egzaminy i zaleczenia i projekty i referaty :) W sobotę miałam jeden egzamin ze strategii bezpieczeństwa, który zaliczyłam, a poza tym już wczoraj Wam o tym wspominałam. Po egzaminie miałam już wolne, więc leniłam się razem z Narzeczonym. Znaczy zrobiłam super spaghetti bez sosu ze słoika, bo wszystko sama i takie o wiele lepiej smakuje! Niedziela całkowicie wolna, więc mogłam trochę pognić w łóżku, bo Narzeczony był w pracy i nikt nie kazał mi wstawać. Trochę posprzątałam, zrobiłam schabowe i ciasto marchewkowe. Cały dzień był błogim lenistwem, odpoczynkiem i totalnie się zresetowałam. Uwielbiam takie dni! Jak wiecie (już tyle razy o tym trułam), że jeszcze trzy egzaminy przede mną i zero chęci do nauki, lecz muszę się jakoś zmotywować i dać radę. Zaraz IV semestr, a potem trzeci rok i licencjat. Nie wierzę jak ten czas leci ;)

***
Na blogu powieje zapach świeżości, bo mam mega pomysły, które zacznę realizować od marca ;) W marcu planuje tutaj wiele zmian i mam nadzieję, że wszystkim moim Czytelnikom się spodoba, a z dnia na dzień będzie Was coraz więcej! Od wczoraj jestem strasznie tym wszystkim podekscytowana i nie mogę się doczekać, aż zacznę działać w tym kierunku, ale najpierw trzeba zamknąć rozdział "sesja", aby mogła się temu poświęci w 100%! Będzie mega, mega, mega :) Nie chcę Wam zdradzać, co się zadzieje, ale w marcu wszystko będzie jasne ;) Luty będzie bardzo pracowity! Muszę zainwestować w nowy aparat fotograficzny, aby ponieść również poziom zdjęć, a za tym idzie również poziom bloga! 

Trzymajcie się cieplutko i mam nadzieję, że chociaż trochę z moim słów spłynie na Was mój dzisiejszy entuzjazm :)
Czytaj dalej

INSTA MIX #8

/oh, misty eye of the mountain below/

Czas na podsumowanie pierwszego miesiąca zdjęciami pochodzącymi z mojego Instagram. Muszę Was zasmucić, bo niestety, ale w tym tygodniu będzie mnie mało  na blogu, ponieważ mam przed sobą jeszcze trzy egzaminy i masę materiału do nauki, więc coś za coś :) Oczywiście po sesji wszystko wróci do normy, więc mam nadzieję, że będziecie czekać i zaglądać tutaj z nadzieją na coś nowego!

W styczniu byłam troszkę aktywna i na nowo zakochuje się w tej aplikacji :) Mogliście zobaczyć jak się ubieram, czyli jaki mam miej więcej styl. Jaki mam makijaż, paznokcie czy nowe zakupowe łowy. Również pochwaliłam się tym, że robię formę i dążę do swojego celu (chociaż teraz nie mogę chodzić na fitness ze względu na zabiegi, ale w przyszłym tygodniu i tak się wybiorę!). Upiekłam ciasto marchewkowe, które zostało pochłonięte przez mojego Narzeczonego, bo rano były trzy kawałki, a teraz pewnie ich już nie ma :) 







Oczywiście dzisiaj jestem w pracy i jutro też, więc dwa dni tu się będę uczyć, potem dwa dni w domu i jeden dzień w pracy, a potem egzaminy! Sobotni egzamin ze strategii bezpieczeństwa został zaliczony, chociaż miałam czarne myśli, więc cały czas do przodu i coraz bliżej upragnionego urlopy, czyli kwietnia i Londynu :) Dzisiaj życzę Wam dobrego dnia i osiągajcie swoje wyznaczone cele! :)
Czytaj dalej