PIELĘGNACJA: Cotygodniowe rytuały

Udostępnij ten post

/and I will stumble and fall, I'm still learning to love, just starting to crawl/

Dzisiaj przedstawię Wam swoją pielęgnacje, ale tym razem nie codzienną :) Pokażę Wam jakie rzeczy wykonują dla swojego ciała z przy pomocy różnych kosmetyków. Będzie: po co, na co i dlaczego. Nie ukrywam, że nie będzie to nic nader nadzwyczajnego czy oszałamiającego, a tym bardziej odkrywczego. Sądzę, że o tych rzeczach totalnie oczywistych trzeba trąbić cały czas, bo okazuje się, że dla niektórych wcale nie są takie oczywiste :) W tytułowej piosence zakochałam się dzisiaj rano i cały czas leci w moich głośnikach. Dobra, nie cały czas! Byłam z psem u fryzjera, więc tam towarzystwa dotrzymywał mi brzęk maszynki do golenia. Zaczynamy?



Postanowiłam zacząć od samej góry, czyli od głowy. Jak pisałam w poście włosowym (tutaj), staram się mojej czuprynie wynagrodzić miłość z prostownicą (sądzę, że odwzajemnioną), więc nakładam na nie raz w tygodniu odżywcze i reperujące maseczki. Oczywiście nie uważam, że maska reperująca naprawi moje włosy, które potem będę super piękne, ale chociaż będę miała poczucie, że coś robię :) Poza tym jedyne, co by je uratowało to ścięcie na łyso, a do tego to się nie posunę. Dzięki takim produktom potem moje włosy są miękkie i pachnące. Kto tego nie lubi?

Kolejnym punktem jest twarz (niekoniecznie ulubiona część ciała). O tym, że mam problemy z cerą to Wam trąbie od samego początku bloga, czyli już od ponad pół roku. Złuszczanie martwego naskórka jest ważnym etapem w pielęgnacji, więc to robię jak chyba każdy (?). Nie ukrywam, że odkąd chodzę na zabiegi to domowe peelingi ograniczone zostały do minimum. Staram się nie używać peelingów mechanicznych i dlatego też mam tylko jeden, który używany jest sporadycznie. Po prostu granulki w nich zawarte podrażniają naszą skórę za bardzo i nie jest to dla niej też takie dobre. Proponuję przerzucić się na peelingi enzymatyczne, które są delikatniejsze, lecz bardzo dobrze działają. a poza tym są bardzo przyjemne. 

Jeśli już złuszczymy martwy naskórek możemy nałożyć sobie maseczkę. Głównie używam oczyszczających, aby zapobiec na zapas jakiś niespodzianką na buzi. Nie ukrywam, że moimi ulubionymi są te marki Ziaja :) Na zdjęciu brakuje saszetki z maską nawilżającą, która ratuje moją twarz, gdy powoli zmienia się w Saharę (cera mieszana w stronę suchej!). Lubię maseczki, bo wtedy możemy poczuć się jak w spa, chociaż jesteśmy w domu. 

Czas na ciałko! Prócz tego, że staram się codziennie wcierać w nie balsam, a tym bardziej, iż zalegają mi na półce jeszcze dwa to staram powykorzystywać ten nadmiar i całkiem dobrze mi idzie. Lecz zanim zacznę nawilżać nóżki i inne części ciała trzeba użyć srubu, aby pozbyć się martwego naskórka, a poza tym balsam lepiej będzie działał. Wszystko, co w tym poście robię raz w tygodniu, więc pewnie Was to nie zdziwi :)

Doszliśmy w sumie już do samego dołu naszego tułowia, czyli stópek. Jedna z najbardziej znienawidzonych rzeczy, mój jeden wielki kompleks (otworzyłam się przed Wami, doceńcie to)! Poświęcam im dużo czasu, bo chcę by jakoś wyglądały. Ostatnio Narzeczony stwierdził, że jak byłam mało to miałam przeszczep stóp i są to stopy jakiegoś chińczyka. Fajnie, co? :) O tym ogólnie jak dopieszczam je tak dokładnie pisałam tutaj, więc zainteresowanych odsyłam. Po prostu raz w tygodniu używam peelingu do stóp, aby były gładkie i ładnie wyglądały. Utrzymuje ich poziom.

Jak widać nie pisałam o niczym odkrywczym, więc zero zaskoczenia. Staram się w tym wszystkim być systematyczna, a w tym jestem coraz lepsza! Pewnie każda/-y z Was ma jakiś swój cotygodniowy rytuał pielęgnacyjny i z miłą chęcią poszerzę się dowiem jakie. Próbuję różnych produktów by w końcu trafić na swoje ideały, ciągle zmieniam. Chcę w przyszłości (mam nadzieję niedalekiej) mieć idealnie ułożony plan działania pt. jak robić ciału dobrze :) W Londynie zamierzam kupić kilka kosmetyków, które polecają vlogerki i zobaczymy, czy są warte całęgo zachodu. Poszerzam swoje horyzonty! Po powrocie zamierzam rozpisać sobie taki grafik, co robię każdego dnia, aż wejdzie mi to w krew. Liczę na to, że mała karteczka, taka organizacja i planowanie pomogą mi w osiąganiu celów. A jaki jest cel? Ten sam, czyli być idealną dla siebie.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz