Londyn

Udostępnij ten post

/when you're feeling low on love, I'll be what you're dreaming of/

Po urlopie. Szczerze powiedziawszy bardzo stęskniłam się za blogowaniem, a to chyba dobrze. Prawda? Za Wami również, chociaż podczas mojego urlopy drgania statystyczne były znikome, wybaczam :) Najważniejsze jest to, iż podczas mojego dwutygodniowego urlopu w Londynie naładowałam akumulatory i wróciłam z głową pełną pomysłów, a łódzka pogoda na dzień dobry zaczęła rozpieszczać.

Do Londynu jechaliśmy z pustą podręczną walizką, która z powrotem była wypchana... zakupami. Był to zdecydowanie czas relaksu, totalnego lenistwa i bycia z rodziną, bo przyjechała z nami babcia. Primark odwiedzaliśmy prawie codziennie, ale nie zawsze wychodziliśmy z naładowaną torbą. Po prostu szliśmy popatrzeć, coś upatrzeć i dorzucić do koszyka przy kolejnych odwiedzinach. Guinness stał się moim ulubionym piwem. Zdecydowanie. Pogoda nas rozpieszczała. Piękne słońce, raz tylko padło. Przepraszam, dwa. Podczas powrotu z lotniska, oberwała się chmura, a my biegliśmy z bagażami do domu :) Na obiad jedliśmy pyszne, zwane przez nas baby potatos, czyli nic innego jak pieczone młode ziemniaczki z masłem i koperkiem. Pychotka, mówię Wam! Słodycze były jedzone cały czas, a teraz boje się wejść na wagę. Czas spędzony z rodziną, czego tłumaczyć nie muszę, bo to oczywiste :) Oraz niezliczona ilość obejrzanych filmów, których tytułów połowy nie pamiętam. Oczywiście wszystko ma swoje minusy. Mój urlop również. Po pierwsze, woda. Nie wiem, co z nią jest, ale jest tak twarda, że moja skóra została wysuszona na wiór. Po drugie, włosy. Nie mogłam ich ujarzmić. Przez twardą wodę wyglądały jak siano, więc nawet ich nie prostowałam (też sprawiały problemy), a tylko spinałam. Uwierzcie, że przez całe dwa tygodnie wyprostowałam włosy jedynie dwa razy. Po trzecie, twarz. Dostałam ogólnie wyprysków, dopiero teraz wszystko się goi i moja cera powraca do normalnego stanu. Dodatkowo dostałam uczulenia w postaci czerwonych plam, które zniknęły po jakiś dwudziestu minutach. Mimo tego odwiedziłam aptekę i kupiłam leki przeciwalergiczne. Po czwarte, materac. Nasz materac został przedziurawiony i ulatywało z niego powietrze. Dziura została znaleziona i zaklejona, ale potem znowu ulatywało powietrze, ech. Po piąte, zostawiłam swoje ulubione spodnie. Co prawda mama wyśle mi je pocztą, ale i tak będę musiała iść kupić nowe. Tak szczerze to nie mam w czym chodzić. Po szóste, Narzeczony się troszkę naziębił i w centrum byliśmy tylko raz. Na koniec uraczę Was kilkoma zdjęciami :)


Mój ukochany Trafalgar Sq, ale po ilości ludzi tam przebywających widać, że to nie tylko moje ulubione miejsce :) Ciekawostką jest to, że słynne lwy zostały odnowione i wokół nich chodzić pan, który dba o to by znowu nie zostały poniszczone przez turystów. 


Wydawało mi się, że piękna pogoda po prostu wyciągnęła ludzi z domu, bo byli wszędzie :) Przy Buckingham Palace rosły piękne kwiaty, które przepięknie pachniały. W drodze do królowej udało nam się trafić na zmianę warty, więc patrzyliśmy sobie na strażników w charakterystycznych czapkach.


Big Ben. Miejsce, gdzie by przejść musisz się przepychać. Gdzie by kupić coś do jedzenia w Tesco Expres musisz stać niezliczoną ilość czasu. Gdzie ludzie wszędzie robią zdjęcia, a Ty próbujesz tylko nie wejść im w kadr :)


London Eye robi olbrzymie wrażenie z zewnątrz, a wewnątrz kapsułki można spędzić przyjemnie czas. Byłam tam raz i z miłą chęcią pokręciłabym się jeszcze kilka razy. 


Ostatnie zdjęcie na pożegnanie, czyli widok z autobusu. Uwielbiam to miejsce, jego klimat, architekturę, tych ludzi, wszystko. Pomimo tego wszystkiego wiem, że najlepiej jest w domu. W swoim własnym domu.  W swoim własnym łóżku. Miejscu, gdzie możesz wrócić do swoje trybu dnia.... i swojej pielęgnacji :)

1 komentarz :

  1. Londyn <3 Byłam tam dwa razy i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam zawitam :) Chociaż, myślę iż ja jako spokojna osoba nie mogłabym tam mieszkać na stałe :p Wakacje - owszem; trzydniowy wypad - okey; weekend - może być, ale życie - stanowczo nie :P

    zapraszam
    www.ibelieveicanfly-ewa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń