Zakupy: MAJ

Udostępnij ten post

/podnosimy się, upadamy, gubimy i znów się szukamy/

Przez ponad tydzień na blogu nie pojawiło się nic nowego, aż dziwne. Niestety kocioł w pracy, czyli trochę stresu przy okazji uniemożliwiło mi dodawanie czegoś nowego. Teraz mam kilka zaległych postów z maja, które będą się pojawiać w czerwcu oraz miliony pomysłów na nowe. To akurat dobrze :) Wiem też, że chcę by blog się rozwijał, nie stał w miejscu i nie miał tylko jednej typowej tematyki, czyli tematów urodowych. 

***
W maju zrobiłam troszkę zakupów, głównie kosmetycznych. Zdjęcia nie wyglądają najlepiej za, co przepraszam, lecz robiłam je wczoraj po powrocie z uczelni. Czasem nie zdaję sobie sprawy z tego, że kupuję, aż tyle dopóki nie przygotowuję dla Was posta :) Wiecie, wszystko jest mi potrzebne! 

Pierwszą rzeczą, która dołączyła do mojej kolekcji jest bransoletka kupiona w Aparcie za niecałe 80 złotych, w sumie to prezent :) Ostatnio noszę ją ciągle, a jak zapomnę jej założyć to czuje się jak bez ręki. Według mnie jest przepiękna!


Bodajże w piątek zakupiłam kolejną butelkę balsamu do ciała pod prysznic z Nivea. Akurat w Super-Pharm była fajna promocja: zapłaciłam 9,99 i dopłaciłam resztę 40 punktami. Balsam Ziaji kupiłam pod koniec kwietnia po powrocie z urlopu. Moje nogi były wysuszone, sypało się z nich, masakra. Kupione w tym samym miejscu, co balsam pod prysznic, a cena na pewno nie przekroczyła piętnastu złotych :) 

Po zabiegach kosmetycznych potrzebowałam jakiegoś kremu nawilżającego i padło na markę Mixa. O tym kremie na pewno pojawi się osoby post, bo na to zasługuje :) Pod koniec kwietnia albo nawet na początku kupiłam róż w kremie firmy Maybelline, lecz mam mieszane uczucia. Na koniec mój najświeższy zakup, bo wczorajszy, czyli krem z filtrem Ziaji (kupiłam go w tych ich sklepach) za całe 18, 50!

 Druga butla płynu micelarnego z Garnier (Rossmann coś około 17 zł), woda termalna do pędzla z Uriage (z kartą w Super-Pharm 13,99) oraz pianka do golenia (Rossman niecałe 5 zł). Jak jesteśmy przy goleniu to kupiłam również maszynki i polecam Gilette Venus 3! :)

Na koniec dwie pary butów. Kupiłam buty do biegania i ćwiczeń z Lidla za niecałe 60 zł. Stwierdziłam, że póki się nie wkręciłam nie będę wydawać fortuny na markowe buty. Zaraz idę je wypróbować! Drugą parą są sandałki, za którymi odwiedziłam każdy sklep w łódzkiej Manufakturze. W końcu wylądowałam w Deichamann (80 zł)


Zakupy dla jednych skromne, dla innych nie :) Po długiej przerwie wracam do blogowego życia!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz