KOSMETYCZNE ODKRYCIA | BELL, BOURJOIS, INGLOT, L'OREAL, MAYBELLINE

Miesiąc temu dzieliłam się z Wami swoimi kosmetycznymi odkryciami (kliknij TUTAJ) i uważam, że teraz jest odpowiedni moment by pokazać Wam, co nowego skradło moje serce. Z góry uprzedzam, że post zdominowany został przez produkty do brwi ;) Zacznę od tego, że jeszcze miesiąc temu w ogóle nie przywiązywałam wagi do podkreślania ich, a przecież mówi się, iż jest to rama naszych oczu. Wspomnę jeszcze, że dopiero od niedawna systematycznie je reguluję oraz przyciemniam henną. Podsumowując tą cudowną historię byłam blogerką z zarośniętymi brwiami, ale ten etap mam już za sobą. 
BELL, WAX EYEBROW PENCIL (Wosk do brwi w kredce) 
Kredka do brwi o bardzo woskowej konsystencji, dzięki której nadajemy kolor oraz utrzymujemy brwi w ryzach. Zamknięta jest w wykręcanym opakowaniu, więc nie musimy jej temperować. Daje bardzo naturalny wygląd na brwiach, utrzymuje się cały dzień, łatwo się z niej korzysta i na pewno poradzą sobie z nią osoby niedoświadczone, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem brwi. Możemy nią uzupełnić ubytki lub w sposób naturalny podkreślić brwi. Występuje w trzech kolorach: 01 Blondynka, 02 Szatynka (mój kolor) oraz 03 Brunetka. 

BOURJOIS, RADIANCE REVEAL (Korektor rozświetlający)
Na promocji w drogeriach Rossmann nie mogłam przejść obojętnie obok korektorów jak na maniaczkę korektorów przystało :) Po pierwszej aplikacji przepadłam, totalnie się zakochałam. Jest to produkt bardzo lekki ze średnim kryciem, ale można je budować poprzez nakładanie cienkich warstw. Świetnie rozświetla spojrzenie, po prostu robi to genialnie! Dobrze przypudrowany utrzymuje się cały dzień, więc dla mnie strzał w dziesiątkę. Poza tym ma bardzo ładne opakowanie w formie błyszczyku, które przypadnie wielu osobom do gustu. Jedyne, co mam mu do zarzucenia to fakt, że czasem nieładnie zbiera mi się w zmarszczkach pod oczami, co nie wygląda nieestetycznie. 
INGLOT, KONTURÓWKA DO BRWI W ŻELU AMC
Produkt bardzo rozsławiony w internetowym świecie, więc sama się na niego skusiłam. Nie ukrywam, że bałam się pierwszej aplikacji, ale nie wyszło najgorzej. Posiadam nr 16, który bardzo ładnie wygląda na moich brwiach. Można nim dorysowywać pojedyncze, brakujące włoski lub podkreślać cały łuk, ale również możemy robić jedno i drugie. Aplikacji trzeba się nauczyć, by nie zrobić sobie krzywdy, więc trening jak najbardziej wskazany. Jest wodoodporny, utrzymuje się cały dzień, wygląda bardzo naturalnie. 

L'OREAL, LUMI MAGIQUE BASE (Baza rozświetlająca pod makijaż)
Godny konkurent dla bazy rozświetlającej z Golden Rose, o której pisałam TUTAJ klik. Możemy nakładać ją na trzy sposoby: na całą twarz, wymieszaną z podkładem lub na miejsca, które chcemy rozświetlić. Moim ulubioną opcją jest mieszanie z podkładem, bo tak genialnie rozświetla cerę, że efekt WOW murowany. Posiada lejącą konsystencję oraz wiele drobinek rozświetlających, nadaje skórze blask.  Myślę, że przygotuję dla Was post z porównaniem do bazy GR. 

MAYBELLINE, BROW DRAMA (Maskara do brwi)
Szukałam czegoś do przeczesywania brwi oraz do utrzymania ich w ryzach i znalazłam. Posiadam kolor transparentny, ale tylko dlatego, że w drogerii nie było testerów i bałam się zaryzykować. Produkt nie skleja brwi, nie wyświeca ich, jest niewidoczny na skórze, ale trzyma je do zmycia makijażu. 
OD GÓRY: BORUJOIS, L'OREAL, BELL, INGLOT, MAYBELLINE

Te produkty w ostatnim czasie skradły moje serce. Jakie produkty Wy ostatnio odkryłyście? Miałyście coś z wyżej wymienionych? Czekam na Wasze opnie w komentarzach oraz odsyłam do kanałów społecznościowych bloga :)

Czytaj dalej

Ilu Polaków nie czyta książek?

Czy wiecie, że 23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki? Ja nie wiedziałam, ale dzięki otrzymanej ulotce od księgarni Matras się dowiedziałam :) Poza tym nie interesowałam się takim faktem, gdyż u mnie dzień książki jest prawie codziennie. Jestem takim molem książkowym, który może czytać całe dnie np. tak jak wczoraj, gdzie pochłonęłam dwie świetne książki! Jednak nie chodzi mi o datę, ale o liczbę, która tam wybija się na pierwszy plan, bo to ona mnie zaskoczyła. W takim razie: ilu Polaków nie czyta książek? 
Z badań przeprowadzonych przez Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej wynika, że 61% Polaków nie czyta w książek, a w sumie nie czyta w ogóle, bo nawet gazety w ręce nie mają (Facebook się nie liczy).
Wychodzi na to, że dopiero, co dziesiąty Polak czyta książki. Trochę wstyd, co? Pochodzę z domu, gdzie czytania to była rzecz normalna. Czytała babcia, mama, starsi bracia oraz ja. Zawsze, gdzieś na półce były książki, sama je uwielbiłam. Przeczytałam wszystkie lektury szkolne w podstawówce oraz w gimnazjum, bo w liceum trochę odpuściłam. Poza tym potrafiłam odwiedzać bibliotekę  nawet trzy razy w tygodniu i wychodzić z pięcioma pozycjami, które połykałam jedna za drugą. Nie skłamię, jeśli powiem, że czytelnictwo mnie ukształtowało. Wpłynęło na język mówiony jak i pisany, którym posługuje się na co dzień. Mam wielki zasób słów, nie miałam problemów z ortografią, a nawet z interpunkcją sobie nieźle radzę :) Opowiadania na języku polskim były zawsze barwne, bo moja wyobraźnia była szalona, a do tej pory nawet jest. Dodatkowo sama zachciałam pisać i stąd też ten blog, ale przed nim pisałam opowiadania do szuflady czy wiersze. Do tej pory marzy mi się wydanie książki, którą czasem dalej piszę przy przypływie weny. Wiecie dzięki czemu tak mam? Właśnie dzięki książkom, dzięki słowie pisanemu. Żadna telewizja, żadne fejsbuki i instagramy nie potrafią oddziaływać na człowieka tak jak literatura. 
Czasem ciężko mi zrozumieć jak można nie czytać, jak można nie łaknąć wiedzy poprzez literaturę. Smuci mnie, że młodsze pokolenie jest tak leniwe i nie szuka wiedzy, bo woli iść na łatwiznę wpisując frazę w Google. Liczby z badań mnie przeraziły i na prawdę chciałabym móc to zmienić. 

Na tej ulotce prócz strasznej liczby, pojawił się również hastag, który chciałabym byście dodawali, kiedy dodajecie zdjęcie z książką na swoich profilach społecznościowych oraz drugi ode mnie bym wiedziała, że dzięki mojemu blogowi dowiedzieliście się o nim :) 
#jaczytam oraz #maratoveloveblog 
Ciekawa jestem, co myślicie o tych badaniach. Jak na nie zareagowaliście? Czy sami czytacie? Jakie książki są Waszymi ulubionymi i dlaczego? Dajcie znać oczywiście w komentarzach, bo zżera mnie ciekawość :)  

Czytaj dalej

Maseczki do twarzy od Yves Rocher | MASECZKA INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCA ORAZ AKSAMITNA MASECZKA ODBUDOWUJĄCA

Staram się by moje zabiegi pielęgnacyjne wykonywać systematycznie i rzadko zdarzają się odstępstwa. Regularnie po wykonanym peelingu twarzy zabieram się za małe SPA dla cery, a do tej roli idealnie sprawdzają się maseczki. Poza tym nakładanie masek nie jest zabiegiem czasochłonnym czy skomplikowanym, jeśli nie przygotowujemy ich sami ;) Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi ulubieńcami od Yves Rocher, więc zapraszam do dalszej części wpisu.
Po przebytej kuracji przeciwtrądzikowej (KILK i KLIK) moja cera stała się bardziej sucha oraz wrażliwa, więc w swoim domowym SPA stawiam przede wszystkim na jej nawilżenie. Do tego celu używam maseczek z Yves Rocher, które w tym temacie sprawdzają się idealnie i jest to zdecydowanie moje małe odkrycie.
HYDRA VEGETAL | MASECZKA INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCA
Produkt przeznaczony do skóry odwodnionej, dzięki zawartości soku z klonu Kanady. Ma on właściwości zatrzymywania wody w skórze, tworząc w jej głębszych warstwach prawdziwy rezerwuar wody. Jej lekka i świeża konsystencja intensywnie oraz długotrwale nawilża skórę, która zostaje miękka i elastyczna.
Zakupiłam ją jako pierwszą i nakładałam ją dwa razy w tygodniu, ponieważ teraz używam ich na zmianę. Jestem w szoku, gdyż wszystkie obietnice producenta są spełnione. Cera po zmyciu jest świeża, promienna, gładka i miękka. Sam produkt jest w kremowo-żelowej konsystencji, zamknięty w miękkiej tubce, która jest jednak bardziej higieniczna niż saszetka :) 
NUTRITIVE VEGETAL| AKSAMITNA MASECZKA ODBUDOWUJĄCA
Aksamitna maseczka wzbogacona o koncentrat jesionu, pobudzający produkcję lipidów. Dzięki niemu skóra staję intensywnie i trwale odżywiona. Przeznaczona do skóry suchej i bardzo suchej, usuwa uczucie ściągnięcia skóry, odbudowuje oraz przywraca uczucie komfortu.
Ten produkt ma konsystencję delikatnego musu, który łatwo aplikuję się na twarz. Po jej zmyciu możemy zauważyć, że skóra jest dogłębnie nawilżona oraz brak jakichkolwiek suchych skórek. Staje się bardzo miękka, delikatna w dotyku, a makijaż wygląda świetnie. 
Obydwie maski producent zaleca nakładać minimum dwa razy w tygodniu oraz na czas 5 minut. Sama stosuję je na zmianę, ale wydłużam czas trzymania ich do 15 - 20 minut. Zauważyłam, że przy dłuższym byciu na mojej skórze, po prostu lepiej działają i efekty są wtedy oszałamiające. Obie świetnie nawilżają, rozświetlają i poprawiają wygląd cery, a dzięki temu mam lepsze samopoczucie. Poza tym według mnie plusem ich jest opakowanie, czyli miękka tubka, która jest dużo lepszym rozwiązaniem niż saszetka. Za 75 ml produktu musimy zapłacić 39 złotych. Dostaniemy je w sklepach stacjonarnych Yves Rocher lub zakupu możemy dokonać poprzez stronę internetową. Polecam je przede wszystkim posiadaczką skóry suchej, bardzo suchej i odwodnionej oraz wszystkim wariatkom maseczkowym :)

Co sądzicie o tych maseczkach? Miałyście? Jakie są Wasze ulubione maski do twarzy? Chętnie się dowiem i spróbuje czegoś nowego :) Dajcie znać w komentarzach.

Czytaj dalej