Jak zgubiłam bilety na koncert Rihanna?

Udostępnij ten post

Czytacie tytuł i pewnie zastanawiacie się, jak to jest możliwe. Otóż, jest i nikomu tego nie polecam :) Strzelam, że to ja je gdzieś posiałam podczas sprzątania, bo jestem akurat tą bardziej roztrzepaną i podam Wam na to dwa przykłady. Dzisiaj Narzeczony prosił mnie o nr loginu do konta w banku, dyktuje mu nr jego telefonu, bo tak jakoś. Najgorsze było to, że nie mogłam sobie przypomnieć konkretnego ciągu cyfr i udało się to dopiero po pół godzinie. Wczoraj posmarowałam sobie tylną część ciała białą maścią na alergię, zrobiłam wapno i usiadłam na czerwonym fotelu. Siedziałam, gadałam, śmiałam się i po chwili zerwałam się jak oparzona by ujrzeć na siedzisku masę białych plam. Tak, to cała ja :) 
- Kochanie, gdzie są bilety na koncert piątkowy?
- No jak to gdzie? - otwieram szufladę - O, tutaj! 
- No, gdzie tutaj? - oboje patrzymy w puste miejsce po biletach.
- Ups, były! 

W zeszły piątek, a właściwie już w sobotę, bo było po północy przetrzepaliśmy całe mieszkanie w poszukiwaniu biletów i niestety z marnym skutkiem. Była kłótnia, obwinianie się wzajemne i wkurzenie. Gdy złapało mnie znudzenie postanowiłam usiąść na dywanie by stłumić łzy i narastający gniew na samą siebie, ale po chwili przetrzepałam cały internet w poszukiwaniu rozwiązania tej marnej sytuacji. Wiecie, prawie pięćset złotych piechotą nie chodzi :) Eureka, znalazłam! Okazało się, że można wystawić duplikat, ale znalazło się jedno ale. Wyjeżdżaliśmy na urlop, nie mieliśmy jak wydrukować podania o wystawienie nowych biletów i była sobota, a w weekendy Eventim nie pracuje. Koniec euforii, przychodzi nerwowy śmiech, którego bardzo nie lubię, ale on zawsze się pojawia, gdy zaczynam panikować. Trzy wdechy, śmiech i tekst trudno, najwyżej obejrzę w internecie, który rozbawił tylko mnie. Po skończonych poszukiwaniach już nie byłam zdenerwowana, wkurzona, bliska łez czy spanikowana, po prostu wyluzowałam i zaczęłam się  śmiać. Wiecie, przeszłam przez trzy etapy: wkurzenie, rozpacz, śmiech.

Nasza marna sytuacja i pytanie w myślach, jaki diabeł to ogonem nakrył trwała do poniedziałku. O godzinie 10:01 wykonałam telefon i wszystko się rozwiązało. Prócz tego, że pani mnie wyśmiała, bo nie za bardzo ogarnęła fakt, że zgubiliśmy bilety w domu to również pomogła :) Zaraz po przyjeździe do Warszawy z walizką, pojechaliśmy pod PGE Narodowy i wydrukowaliśmy duplikaty, a dzięki temu mogliśmy się świetnie bawić na koncercie Rihanna, który był genialny. 

Jeśli chodzi o sam koncert to bawiłam się cudownie. Byłam zachwycona samą Rihanną, jej głosem, wyglądem i flirtem z publicznością. Dodatkowo chapeau bas za całą organizację show, bo wszystko było dopięte na ostatni guzik i stworzyło efekt WOW! Do czego mogę się przyczepić? Po pierwsze, koncert mógłby trwać w nieskończoność :) Haha, taki żarcik. Po drugie, czasem nie słyszałam śpiewu, a samą muzykę i ponoć to wina akustyki stadionu. Być może, nie znam się. 

Jaki wyciągnęłam wniosek z tej sytuacji? Następnym razem przygotuje na bilety specjalne pudełko i położę je w widocznym miejscu, by móc codziennie sprawdzać, że tam są :) Aktualnie czekam, aż wyskoczą mi z jakiegoś miejsca w domu podczas sprzątania, bo tak będzie na pewno. Złośliwość rzeczy martwych i już :) 

4 komentarze :

  1. hej :) czy moglabys mi powiedziec, w jaki sposob możliwe było wydrukowanie duplikatow pod narodowym? zgubilam swoje bilety, takze w domu... tyle ze ja je kupilam przez ticketmaster, mam nadzieje, ze to nei robi ogromnej roznicy, koncert tez jest na narodowym. bylabym wdzieczna za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podeszłam do "budek", które tam stały i powiedziałam jaka sytuacja. Chyba był potrzebny dowód, ale nie dam sobie ręki uciąć. Ewentualnie zajrzyj do regulaminu, gdzie kupowałaś bilet i tam może będzie dokładniejsza informacja.

      Usuń